
— Ta sprawa rzeczywiście was pochłonęła.
— Chyba nie na darmo — rzekł Lewis. — Jest coś jeszcze. — Schylił się i podniósł teczkę stojącą przy krześle. Otworzył ją i wyjął plik zdjęć, które podał Hardwicke’owi. — Co pan o tym sądzi? — spytał.
Hardwicke wziął zdjęcia. Nagle zamarł. Krew odpłynęła mu z twarzy. Ręce drżały mu, gdy odkładał zdjęcia na biurko. Widział tylko jedną fotografię, tę na wierzchu; nawet nie spojrzał na pozostałe.
Lewis dostrzegł jego pytające spojrzenie.
— W grobie — rzekł. — W tym z dziwnym napisem.
5.
Przekaźnik wiadomości zagwizdał przeraźliwie. Enoch Wallace odłożył księgę, w której pisał, i wstał zza biurka. Podszedł do urządzenia. Nacisnął przycisk, włożył klucz i gwizdanie ustało. Maszyna zaczęła buczeć, a na płytce pojawiła się wiadomość — z początku prawie niewidoczna, powoli ciemniała, wreszcie całkiem wyraźnie można było odczytać:
NR 406301 DO STACJI 18327. PODRÓŻNY 16097.38. POCHODZENIE THUBAN VI. BEZ BAGAŻU. POJEMNIK CIECZY NR 3. ROZTWÓR 27. ODJAZD DO STACJI 12892 CZAS 16439.16. POTWIERDZIĆ.
Enoch popatrzył na wielki chronometr galaktyczny, wiszący na ścianie. Pozostały mu prawie trzy godziny. Nacisnął przycisk i z boku urządzenia wysunęła się cienka blaszka z zapisem wiadomości. Pod spodem jej kopia została włączona do rejestrów. Z przekaźnika wydobył się chichot — i płytka, znów czysta, czekała na wiadomość.
Enoch wyjął blaszkę, dziurkaczem do akt zrobił w niej dwa otwory i opuścił dłonie na pulpit. Wystukał: NR 406301 PRZYJĘTE. POTWIERDZENIE WKRÓTCE. Tekst ukazał się na płytce i Enoch go tak zostawił.
„Thuban VI? Czy ktoś stamtąd już tutaj był?” — zastanawiał się Enoch. Gdy tylko wypełni swoje obowiązki, zaraz pójdzie sprawdzić w rejestrach. Miał być pojemnik cieczy, a ci, którzy ich potrzebowali, byli z reguły najbardziej nieciekawi. Zwykle niełatwo było nawiązać z nimi rozmowę, gdyż najczęściej posługiwali się zbyt trudnym sposobem porozumiewania się. Poza tym procesy myślowe były u nich tak rozproszone, że brak było wspólnych tematów do konwersacji.
