— Czuwała przy mnie jak kwoka — zachichotał Chiang.

Cisza, która potem zapadła, dłużyła się Cha Thrat niemiłosiernie. Wszyscy patrzyli na stojącego nad pacjentem Melfianina, który znowu zaczął postukiwać nogą o podłogę, ale tym razem jakby bardziej z namysłem niż dla okazania zniecierpliwienia.

— Przy takich obrażeniach umarłby pan niechybnie bez natychmiastowej pomocy chirurgicznej — powiedział w końcu Edanelt do oficera. — Miał pan wielkie szczęście, że otrzymał ją od istoty, która chociaż nie znała pańskiej fizjologii, okazała się nie tylko wystarczająco utalentowana i pomysłowa, ale umiała też zrobić po operacji dobry użytek z tych ograniczonych środków, którymi dysponowała. Nie znajduję żadnego poważnego błędu w jej pracy, a pacjent rzeczywiście nie powinien już marnować naszego czasu.

Wszyscy spojrzeli nagle na Cha, ale to Prilicla odezwał się pierwszy.

— W ustach Edanelta to naprawdę komplement.

Rozdział trzeci

Gabinet O’Mary był bardzo obszerny, ale niemal całą podłogę zajmowały rozmaite krzesła, ławy i siedziska przeznaczone dla najróżniejszych stworzeń zaglądających do naczelnego psychologa. Chiang usiadł na wskazanym mu miejscu, a Cha wybrała niską, pokręconą konstrukcję, która wcale nie wyglądała na szczególnie wygodną.

Od razu poznała, że O’Mara ma swoje lata. Szczyt i boki głowy pokrywała mu krótka, jasna sierść, a dwa grube półksiężyce nad oczami były metalicznie szare. Niemniej potężna muskulatura widoczna na barkach i ramionach nie pasowała do wieku. Elastyczne mięsiste pokrywy chroniące oczy były równie jasne jak włosy i nie drgnęły nawet, gdy przyglądał jej się uważnie.



19 из 215