
— Porucznik Braithwaite z gabinetu naczelnego psychologa, technik Timmins, który będzie odpowiedzialny za twoje zakwaterowanie, oraz doktor Danalta, dowódca załogi medycznej statku szpitalnego Rhabwar — przedstawił całą trójkę Kontroler.
Cha nie potrafiłaby odróżnić obu ludzi, gdyby nie pewne szczegóły oznaczeń ich mundurów. Zielone coś na podłodze wzięła ostatecznie za dekorację. Możliwe, że mają tu zwyczaj żartować sobie z przybyszów, pomyślała i postanowiła chwilowo nie reagować.
— A to jest Cha Thrat — dodał oficer. — Uzdrawiaczka z Sommaradvy, która dołączy do personelu Szpitala.
Obaj Ziemianie unieśli dłonie, lecz opuścili je, gdy Chiang pokręcił głową. Cha uprzedziła go już, że według jej zwyczajów ściskanie górnych kończyn na powitanie uchodzi za gest wręcz nieprzystojny i że na wstępie wolałaby otrzymać dokładne informacje o statusie napotkanych osób. Kontroler rozmawiał z oboma mężczyznami jak z równymi, ale tak samo zwracał się nieraz do podwładnych na pokładzie statku. Bardzo beztrosko jak na kogoś dysponującego realną władzą…
— Timmins dopilnuje, aby twoje bagaże zostały umieszczone w kwaterze — rzekł oficer. — Nie wiem jednak, co zaplanowali dla nas Danalta i Braithwaite.
— Nic szczególnie fatygującego — odparł Braithwaite, gdy drugi Ziemianin odszedł. — W Szpitalu mamy teraz środek dnia i kwatera nie będzie gotowa przed wieczorem. Pan, majorze, jest po południu umówiony na badanie. Cha Thrat ma być obecna, bez wątpienia po to, aby odebrać komplementy naszych lekarzy za bardzo udaną operację na przedstawicielu innego gatunku. — Spojrzał w jej stronę i czemuś skinął lekko głową. — Zaraz potem jesteście oboje umówieni u naczelnego psychologa. Cha na rozmowę orientacyjną z O’Marą, pan dla sprawdzenia, czy urazy fizyczne nie zostawiły śladów w psychice, co będzie jednak czystą formalnością, jak wiem. Niemniej do tego czasu… nie jesteście głodni?
— Owszem — przyznał Chiang. — I chętnie powitalibyśmy jakąś odmianę po pokładowej kuchni.
