— Dziękuję, Cha Thrat — powiedział Danalta, odwzajemniając gest. — Wraz ze sztuką mimikry rozwinęliśmy również empatię, więc chociaż nie wiem dokładnie, co kryje się za tym uniesieniem kończyny, wyczuwam, że jest to gest uznania.

Bez wątpienia Danalta musiał wyczuć też jej zakłopotanie, ale zaraz ruszyli za Ziemianami i zmiennokształtny wstrzymał się z komentarzem.

Korytarz przed śluzą wypełniała cała menażeria rozmaitych stworzeń, z których część kojarzyła jej się z zamieszkującymi Sommaradvę zwierzętami. Ani mrugnęła jednak, gdy obok przemknął taki sam czerwony dwunożny gryzoń, jakiego widziała wcześniej na ekranie, opanowała też strach na widok olbrzyma o sześciu nogach przetaczającego swe cielsko niepokojąco blisko niej. Nie wszyscy wszakże byli równie brzydcy czy groźni. Dojrzała też istotę w pięknie nakrapianym pancerzu, która postukiwała pazurami o pokład i powoli poruszała szczypcami podczas rozmowy z kimś naprawdę urodziwym, przemieszczającym się na trzydziestu chyba krótkich nogach i porośniętym ruchliwym srebrzystym futrem. Wielu innych jeszcze nie dawało się dojrzeć, gdyż kryły ich skafandry albo pojazdy ochronne, jak chociażby w przypadku posykującego parą wehikułu. Cha nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, kto może znajdować się w środku.

Widokowi towarzyszyła kakofonia pohukiwania, kląskań, świergotów i jęków, której nijak nie dałoby się opisać i która nie przypominała niczego, z czym Cha zetknęła się w przeszłości.

— Istnieje znacznie krótsza droga do jadalni — oznajmił Danalta, gdy obok przesunęła się przypominająca ciemne warzywo istota w przezroczystym, wypełnionym żółtawymi oparami chloru kombinezonie. — Jednak musielibyśmy przedostać się przez wypełnioną wodą sekcję Chalderczykow, a twój strój ochronny będzie gotowy dopiero za kilka dni. Jak ci się tu na razie podoba?



5 из 215