
Jednak gdy Brenner zaczął opowiadać, okazało się, że nie zrobił nic głupiego i nie popełnił właściwie żadnych błędów. Conway spojrzał na niego z zawodowym uznaniem.
— …gdy wysłałem wstępny raport i ruszyliśmy w drogę, odkryłem dwa niewielkie placki pokryte czymś czarnym. Jeden u podstawy karku, tutaj, a drugi, większy i owalny, na brzuchu, tam gdzie sami widzicie. W obu miejscach czarna okrywa była popękana, ale szczeliny zostały całkiem albo częściowo wypełnione jakąś substancją. Niektóre płyty kostne były tam uszkodzone i stamtąd właśnie pobrałem próbki.
— I widzę, że oznaczył pan te miejsca, z których pobrał pan materiał — wtrąciła Murchison. — Proszę kontynuować, doktorze. Słuchamy.
— Tak, proszę pani. To czarne wydaje się niemal doskonałym izolatorem. Bardzo odporne na temperaturę, wytrzymuje nawet płomień nastawionego na średnią moc palnika do cięcia blach. Jeśli ją jednak podgrzać jeszcze silniej, wierzchnia warstwa złuszcza się płatkami i spopiela, choć reszta nie mięknie ani nie pęka. Próbki pobrane z płyt kostnych nie były równie wytrzymałe, chyba że akurat pokrywała je ta czarna substancja, która okazała się także odporna na oddziaływanie chemiczne. O kościach nie można tego powiedzieć. Wystawione na działanie różnych typów atmosfery, w większości poddawały się ich wpływowi, co sugeruje, że ta istota nie pochodzi ze świata o egzotycznym dla nas środowisku w rodzaju amoniakowego, metanowego czy chlorowego. Jej budowa wskazuje na obfitość węglowodorów, a mieszanki gazowe bogate w tlen nie powodują żadnych konsekwencji.
— Poproszę o szczegółowy raport ze wszystkich testów — rzuciła rzeczowo Murchison. Porucznik nie wiedział, że właśnie go bardzo skomplementowała.
Conway skinął na Priliclę, żeby zbliżył się do niego i zostawił oboje pasjonatów patologii, zawodowca i amatora, by mogli spokojnie podyskutować.
