
I moje własne odkrycie doprowadziło w końcu do... tego!
To właśnie wlany do kwarcowych prętów plattneryt stanowił paliwo napędowe wehikułu czasu i umożliwił jego wyczyny. Pochlebiam sobie jednak myśląc, że to właśnie połączenie mojego analitycznego intelektu i siły wyobraźni pozwoliło odkryć i wykorzystać właściwości tej nadzwyczajnej substancji, podczas gdy ktoś mniej uzdolniony z pewnością mógłby zaprzepaścić sposobność.
Ponieważ dziedzina moich badań była tak niezwykła, nie chciałem publikować wyników bez eksperymentalnej weryfikacji. Obiecałem sobie, że bezpośrednio po powrocie, posiłkując się zdjęciami i dowodami rzeczowymi, przedstawię moje badania w artykule do „Philosophical Transactions”; będzie to sławny dodatek do siedemnastu referatów na temat fizyki światła, które już tam zamieściłem. Pomyślałem sobie, że to będzie zabawne, gdy dam referatowi jakiś nieciekawy tytuł, na przykład „Kilka refleksji na temat nienormalnych właściwości chronologicznych minerału o nazwie «plattneryt»”, a w środku ujawnię sensacyjną wiadomość o możliwości podróżowania w czasie!
Wreszcie skończyłem sprawdzanie wehikułu. Ponownie nasunąłem kapelusz nisko na czoło, podniosłem plecak oraz aparat i umocowałem je pod siodełkiem. Potem nagle coś jeszcze przyszło mi do głowy, podszedłem więc do kominka w laboratorium i wziąłem pogrzebacz, który tam stał. Zważyłem ten duży przedmiot w ręku — mógł się okazać przydatny! — i umieściłem go w ramie maszyny.
Usiadłem na siodełku i położyłem rękę na białych dźwigniach startowych. Machina drgnęła, jak zwierzę czasu, którym się stała.
Rozejrzałem się po laboratorium, dostrzegając jego przyziemny charakter, i zdziwiłem się, że oboje tak bardzo tu teraz nie pasujemy, mimo że oboje w pewnym sensie byliśmy dziećmi tego miejsca: ja w moim stroju badacza-amatora oraz maszyna tchnąca innym światem i poznaczona plamami oraz zadrapaniami z przyszłości.
