
— Coś podobnego! Czemu?
— Nie wiem, sir — zapewniła panna Wiggs.
Cierpliwe wysiłki przesunęły ją do ściany dołu i właśnie odkrywała, że obmurowanie jest w dobrym stanie, a śliskie cegły nie dają żadnych możliwości uchwytu. Vimes wiedział o tym, ponieważ pewnego popołudnia poświęcił kilka godzin na to, by tak właśnie było.
— No to dlaczego cię wysłali?
— Panna Band uznała, że to dobre ćwiczenie — wyjaśniła Jocasta. — Muszę przyznać, że te cegły to trudna sprawa. Mam rację?
— Istotnie — zgodził się Vimes. — Trudna. Czyżbyś ostatnio była niegrzeczna dla panny Band? Zirytowałaś ją w jakiś sposób?
— Ależ nie, wasza łaskawość. Powiedziała jednak, że staję się nadmiernie pewna siebie i dobrze mi zrobią jakieś zaawansowane zajęcia terenowe.
— No tak, rozumiem…
Vimes usiłował sobie przypomnieć pannę Band, jedną z bardziej surowych nauczycielek gildii. Jak słyszał, bardzo wysoko ceniła ćwiczenia praktyczne.
— Tak… I dlatego wysłała cię, żebyś mnie zabiła?
— Skądże, sir! To tylko ćwiczenie! Nie mam nawet bełtów do kuszy! Miałam tylko znaleźć miejsce, skąd złapię pana w celownik, a potem zameldować o tym.
— Uwierzyłaby ci?
— Oczywiście, sir. — Jocasta była wyraźnie urażona. — Honor gildii, sir.
Vimes odetchnął głęboko.
— Widzi pani, panno Wiggs, w ostatnich latach niemała liczba pani kolegów usiłowała mnie zabić w moim własnym domu. Może więc pani uznać, że moje poglądy w tej kwestii są dość niejednoznaczne.
— Doskonale rozumiem, sir — zapewniła Jocasta tonem kogoś zdającego sobie sprawę, że jedyną szansą ujścia cało z obecnej trudnej sytuacji jest dobra wola innej osoby, która to osoba wcale nie czuje palącej potrzeby, by ją okazywać.
— A byłabyś zdumiona, jakie pułapki zastawione są tutaj dookoła — ciągnął Vimes. — Niektóre naprawdę sprytne, choć sam muszę się tym pochwalić.
