Cordelia skinęła głową.

— Poszukaj też czegoś do kopania. Najpierw muszę zająć się Dubauerem.

Skinieniem głowy potwierdził, że usłyszał jej prośbę, po czym ruszył w stronę kręgu największych zniszczeń. Cordelia zdołała wkrótce wydobyć z ruin kobiecego namiotu parę na wpół spalonych śpiworów. Nie znalazła jednak żadnych ubrań, leków, mydła, nawet wiadra, w którym mogłaby przynieść albo podgrzać wodę. Ostatecznie udało jej się doprowadzić podporucznika do źródła i obmyć samego Dubauera, jego rany i spodnie najlepiej, jak potrafiła, w czystej, zimnej wodzie. Następnie wytarła go jednym śpiworem, założyła mu podkoszulek i kurtkę mundurową, a potem owinęła całego drugim śpiworem, niby sarongiem. Podporucznik dygotał i jęczał, ale nie opierał się.

Tymczasem Vorkosigan natrafił na dwie skrzynki racji żywnościowych. Ich etykiety spłonęły, same opakowania nie zostały jednak uszkodzone. Cordelia rozdarła srebrzystą torebkę, dodała do niej źródlanej wody i otrzymała wzmocnioną soją owsiankę.

— Mamy szczęście — zauważyła. — Dubauer z pewnością będzie mógł to przełknąć. Co jest w drugiej skrzynce?

Vorkosigan dodał wody do swojej torebki, zamieszał, naciskając palcami i powąchał uzyskaną w rezultacie substancję.

— Nie jestem pewien — przyznał, podając jej opakowanie. — Pachnie raczej dziwnie. Może się zepsuło?

Była to biała pasta o ostrej woni.

— Wszystko w porządku — uspokoiła go Cordelia. — To tylko syntetyczny sos do sałatek z pleśniowego sera. — Z powrotem usiadła na ziemi, zastanawiając się nad ich jadłospisem. — Przynajmniej to jedzenie wysokokaloryczne — pocieszyła się i zapytała: — Nie przypuszczam, abyś miał przy sobie łyżkę?

Vorkosigan odpiął od pasa jakiś przedmiot i podał go jej bez słowa. Okazało się, iż jest to kilka użytecznych narzędzi, złożonych razem — w tym łyżka.



14 из 262