Ja muszę się zająć Unni i Jordim. Niedługo do ciebie dołączymy.

Elio wahał się tylko przez ułamek sekundy, po czym pędem ruszył przed siebie. Unni tymczasem już się wspięła na skałę, by spotkać Jordiego. Trzymając się za ręce, schodzili w dół, do Pedra. Potem wszyscy troje poszli dalej, zanim Leon zdążył się pozbierać, byli już daleko. On natomiast zataczał się na polance, nie mógł ustać o własnych siłach, wściekła Emma musiała go podpierać.

– Ocknij się nareszcie, do cholery! – syczała, szarpiąc go z całej siły. – Opanuj się, bo tamci nam uciekną! Fuj! Jak ty okropnie śmierdzisz! Dlaczego nie odskoczyłeś na bok?

Z całej siły kopnęła Alonza w zadek.

– Wstawaj, ty tchórzu! Musimy dostać się do samochodów przed nimi!

Żelazna dziewica, myślał Alonzo ze złością, zbierając się z ziemi.

Chociaż akurat dziewica to może nie za bardzo.

Wiedział, że zachował się idiotycznie. Od tej chwili raczej nie miał szansy jej zdobyć.

A zresztą, czy naprawdę tak tego chciał?

Akurat teraz, szczerze powiedziawszy, nie miał ochoty. Później, to może i owszem, teraz jednak chciał jak najprędzej wynieść się stąd.

Leon patrzył na niego rozgorączkowany, w oczach szefa był jakiś żar, na którego widok Alonzo się skulił.

– Szybko! Musimy złapać Elia! Wracamy do ich samochodu! – rozkazywał Leon. Zdążył już odzyskać władczy ton.

– Tutaj nie możemy siedzieć – zgadzała się Emma.

– Co, do cholery, oni mają do roboty w tym lesie? – zastanawiał się Alonzo.

– Widocznie mnisi chcieli ich tutaj mieć – wyjaśnił Leon.

– Tak – znowu potwierdziła Emma. – Ja przypuszczam, że ów potwór tutaj gdzieś miał swoje miejsce.

Głosy ludzi umilkły. Księżyc odzyskał panowanie nad idyllicznym brzegiem rzeki. Nic nie wskazywało na to, że dopiero co rozegrała się tu niezwykła, straszliwa walka.

Unni i jej przyjaciele musieli pokonywać bardzo stromy kawałek drogi, najwyraźniej trochę zabłądzili. Nie na tyle jednak, by sobie nie poradzić.



10 из 159