
Miecz świsnął w powietrzu.
Tyle tylko, że to nie był żaden zwyczajny człowiek ani żaden zwyczajny miecz.
I człowiek, i jego broń należeli do tej samej sfery, co Wamba. Do owej ogromnej, tajemniczej przestrzeni, zwanej drugim światem. I człowiek, i jego broń posiadali moc nie pochodzącą z ziemi.
Tego jednak Wamba wiedzieć nie mógł.
Jordi miał świadomość, że to jego ostatnia szansa. Jego jedyna chwila. Pierwszy atak Wamby najwyraźniej chybił, ale następstwa były zauważalne! Jordi miał wrażenie, jakby się znalazł na skraju wielkiego ognia, na tyle blisko, że trujące płomienie osmalały mu skórę, paliły w piersi, nie pozwalając oddychać.
Wamba znowu wydał z siebie ryk. Potworny ryk z piekielnych otchłani, który jednak nagle umilkł, gdy jednym jedynym wściekłym cięciem Jordi odrąbał łeb monstrum od reszty ciała.
Wydawało się, że również strumyk zamilkł na moment. Jeszcze zanim straszny łeb spadł głucho na miękką trawę, przez las przetoczył się pełen zgrozy szum.
Łeb upadł, ale zaraz znowu zerwał się z ziemi i potoczył w stronę Leona oraz jego bandy. Emma i Alonzo zdążyli odskoczyć, Leon jednak został trafiony, zanim prychająca i parskająca kula przemieniła się w dym i wytrzeszczone ślepia zniknęły.
Masywne cielsko potwora zrobiło jeszcze kilka obrotów wokół własnej osi, po czym ono także, z sykiem i parskaniem, przemieniło się w chmurę dymu i rozpłynęło w powietrzu.
– Nie – wyszeptał Leon.
– Nie – powtórzyła za nim jak echo Emma. Alonzo nie powiedział nic. Klęczał na ziemi wstrząsany wymiotami. Jego ludzie uciekli dawno temu.
ROZDZIAŁ DRUGI
– Biegnij, Elio – szeptał Pedro. – Uciekaj, bo to ciebie ci ludzie ścigają. Biegnij na dół, do posiadłości. Oni nie wiedzą o jej istnieniu.
Tylko żeby cię nikt nie zobaczył! Ukryj się, gdyby to było konieczne!
