— Pieniędzy, które skłonna jest pani zapłacić. Co wywołuje u krasnoludów pewną nerwowość, jak się pani domyśla. Rzadko się zdarza, by krasnolud rozstał się ze swoją ziemią, choćby na kilka lat. Zgaduję, że potrzebuje pieniędzy z powodu całej tej akcji z doliną Koom.

— Płacę żądaną sumę!

— W samej rzeczy, w samej rzeczy… Ale ja…

— Czy on dotrzyma umowy?

— Co do litery. Tu przynajmniej nie ma żadnych wątpliwości. W takich sprawach krasnoludy są bardzo dokładne. Pani musi tylko podpisać, i niestety zapłacić.

Panna Dearheart sięgnęła do torebki i położyła na stole sztywny arkusz papieru.

— To jest list bankierski na pięć tysięcy dolarów, które wypłaci Królewski Bank Ankh-Morpork.

Prawnik się uśmiechnął.

— Nazwa budząca zaufanie. W każdym razie tradycyjnie. Proszę podpisać w miejscach, które zaznaczyłem krzyżykami, dobrze?

Przyglądał się, jak składa podpisy, a ona miała wrażenie, że wstrzymuje oddech.

— Gotowe. — Przesunęła kontrakt po blacie.

— Skoro atrament już wysycha na umowie dzierżawy, może zechce pani teraz zaspokoić moją ciekawość, madame?

Panna Dearheart rozejrzała się po pokoju, jakby ciężkie regały skrywały mnóstwo ciekawych uszu.

— Potrafi pan dochować tajemnicy, panie Blister?

— Ależ naturalnie, madame. Naturalnie.

Spojrzała na niego konspiracyjnie.

— Mimo wszystko należy to mówić cicho — szepnęła.

Przytaknął gorliwie, pochylił się i po raz pierwszy od lat poczuł na uchu oddech kobiety.

— Ja też potrafię. To było prawie trzy tygodnie temu.


* * *

Pewne rzeczy, które można odkryć nocą na rynnie, bywają zaskakujące. Na przykład ludzie zwracają uwagę na ciche dźwięki — szczęk zasuwki w oknie, zgrzyt wytrycha — o wiele bardziej niż na dźwięki głośne, takie jak cegła spadająca na bruk czy nawet (bo w końcu to przecież Ankh-Morpork) krzyk.



3 из 343