
— Farciło ci, gdy dzwoniłem do ciebie? — niespodziewanie zainteresował się Korniejew.
— Co? No… Ałdan się zawiesił.
— A potem?
— Co potem?
— Po telefonie miałeś fart, czy nie, głąbie? — cicho zapytał Korniejew.
— Nie. Upadłem, potem winda…
Umilkłem. Wszystko zrozumiałem. Dopiero teraz, patrząc na Witkę, uświadomiłem sobie, że siedzi na Kole nieruchomo. Koło Fortuny zatrzymało się!
— To ja — z nie skrywaną dumą powiedział Witka.
— Tak? — zainteresowałem się i usłyszałem we własnym głosie niespodziewane drżenie.
— Zatrzymałem je — nie wiadomo po co sprecyzował Korniejew. — Jak?
— Widzisz dublety? Zrobiłem dubleta i kazałem mu mocno trzymać Koło Fortuny i tworzyć następnego dubleta, malejącego, lecz z tą samą funkcją bazową.
Złapawszy się za głowę, jęknąłem:
— Po diabła cię nauczyłem, Korniejew. Bazowa funkcja… Może jeszcze zapisałeś ją na papierze?
— Aha — potwierdził Witka. I zadowolony jak kanibal dodał: — Sprawdzałem wczoraj na Ałdanie. Potężna maszyna.
— I co ci wyszło?
— Że dubletów będzie nieskończona liczba, a siła hamowania przez nie Koła nieskończenie wielka. Więc… Tak właśnie się stało. Zatrzymały Koło Fortuny.
Wkrótce obraz sytuacji był jasny. Witce do wdrożenia swojego olśniewającego pomysłu przekształcenia całej ziemskiej wody w wodę życia brakowało niewiele — proces musiał być trwały. Wymyślona przez niego reakcja łańcuchowa przejścia wody zwykłej w wodę życia ustawała z powodu hałasu przejeżdżającego samochodu, kichnięcia Kościeja lub gradobicia w sąsiedniej guberni. I w tym momencie Witkę olśniło — jeśli zatrzyma Koło Fortuny w chwili, gdy proces transformacji wody idzie pomyślnie, to powinna się ona zakończyć sukcesem! Cała woda świata stanie się wodą życia. Aby wyleczyć rany, wystarczy oblać się wodą z wiadra lub wejść pod prysznic; żeby wyleczyć anginę — wystarczy wypłukać usta. Lekarze staną się niepotrzebni, wojny stracą sens… Więc Witka wymyślił genialny sposób z nieskończoną liczbą dubletów, co to z nieskończoną siłą będą hamować Koło.
