
I pobiegłem z powrotem. Amperian, posługując się suwakiem niczym wirtuoz, liczył coś i zapisywał wyniki w notesie.
— Kiedy wróciłeś, Edik? — zapytałem podstępnie.
— Rano — odpowiedział Edik, nie odrywaj ąc oczu od wzorów, w których rozpoznałem równanie Stascheffa-Kampa.
— Przecież ciebie Ojra-Ojra… Tfu, jego dublet odprowadził cię do domu!
— No… — Edik zwrócił na mnie zamyślone spojrzenie i wyjaśnił: — Odprowadził. Ale potem myślę sobie, co ja się tu będę w łóżku kisił, zadowolony i ucieszony, kiedy właśnie zaczyna się najciekawsze? Łyknąłem uśmierzyciela i zacząłem obliczać celowość ekonomiczną tej produkcji.
— I co, celowa? — zapytałem, nie wiedząc, jak przejść do sedna sprawy.
— Nie wiem — niewesoło przyznał Edik. Najwyraźniej fart go opuścił.
— Dzwonił do ciebie Korniejew? — zapytałem wprost.
Edik zmierzył spojrzeniem pomalowany na zielono korytarz, zakurzone plafony pod sufitem i zapytał czujnie:
— Dokąd dzwonił?
— Dziesięć minut temu! Byłem świadkiem! — oznajmiłem zrozpaczony. — Pytał, czy prawidłowo połączył, a ty odpowiedziałeś, że nie.
— Jak zapytał? Wytężyłem pamięć.
— No… Mniej więcej tak: „Edik, powiedz, dobrze połączyłem?”
— A ten, co odebrał telefon, odpowiedział, że nie — dokończył Edik. — Że połączył się niedobrze…
Wyjął znowu swoje obliczenia, a ja, całkowicie zdezorientowany, powlokłem się dalej.
Czyli to nie Amperian odpowiedział.
Ale rada okazała się dobra, więc odpowiadający pewnie był „farciarzem”? Czy może rada była zła, ale jeszcze nie zauważyliśmy konsekwencji swojego błędu? Z drugiej strony jak je zauważyć, skoro nie wiadomo, jakie mogą być!
