Wyszedł po pół godzinie, wcześniej zdematerializowawszy wszystkie dublety. Na jego twarzy igrał dziwny uśmieszek, ale z nikim się nie podzielił swoimi obserwacjami, a sprawie Liniowego Szczęścia zaczął poświęcać jeszcze więcej czasu niż wcześniej.

Dykteryjka wydała mi się nieprawdziwa: po pierwsze, niby jak mogły narozrabiać dublety, nawet niedbale wykonane? A po drugie, Fiodor Simeonowicz już po prostu nie mógł pracować więcej niż zwykle.

Pożegnałem się z Poczkinem i w końcu wróciłem do Ałdana. Ostrożnie włączyłem prąd i patrzyłem na autotesty maszyny.

Maszyna do pisania zaczęła żwawo zadrukowywać papier wirtualnymi czcionkami, a Ałdan łagodnie zamrugał zielonymi światełkami.

Usiadłem przed perforatorem, wziąłem stosik czystych kart i przygotowany przez dziewczyny program, po czym westchnąłem z ulgą.

Skończyły się kłopoty z Kołem Fortuny i dubletami. Życie wracało do normy.

Myliłem się w tym momencie jak nigdy. Ale o tym, że się mylę, nie wiedział nikt. Nawet A-Janus.

Tak jakoś wyszło.

Rozdział drugi

Towarzyszu! Myśl również o innej osobie.

Gdy tylko zjesz obiad, posprzątaj po sobie.

Autor nieznany

Gdzieś koło drugiej z żalem oderwałem się od spacyfikowa-nego Ałdana, wstałem, przeciągnąłem się i skierowałem do stołówki. Po drodze zajrzałem do Witki, potem do Romana, ale ani jednego, ani drugiego nie było. Wziąwszy szklankę kefiru i talerz ze smażoną wątróbką z makaronem, skierowałem się do swojego ulubionego stolika. Słynął z tego, że wisiał nad nim ogromny plakat z radosnym napisem: „Śmiało, towarzysze! Głośniej trzaskajcie zębami! G. Flaubert”. Od czas do czasu plakat odnawiano, a przy tym zawsze nieco zmieniał się tekst — miłośnik Flauberta za każdym razem korzystał z innego przekładu.



19 из 529