
Administracja.
Ta „Administracja” mnie dobiła. Zatrzymałem się, czekając na kogoś znajomego. Musiałem rozładować emocje. Rozumiałem teraz Wołodię, którego grafomańskie doświadczenia kończyły się na słynnym dwuwierszu o jadącym po drodze samochodzie marki samochodzie marki ZIM. Jasne, nasza stołówka nie zatrudnia magistrów i bakałarzy, a bezgraniczna miłość kierownika do Flauberta nie jest panaceum na brak smaku. Najdziwniejsze było to, że nikogo nie oburzał ten koszmarny, wierszowany bełkot! Przypomniałem sobie poranną przygodę z Kołem Fortuny i przeraziłem się. Być może jakimś sposobem zniekształciliśmy ludzkie poczucie estetyki i teraz to jest normalne? I Christobal Hozewicz z aprobatą kiwa głową, patrząc na wiersze o Glebie i chlebie…
Przez drzwi prześliznął się Jurik Bułkin, nasz nowy pracownik z działu Uniwersalnych Przekształceń. Z zawodu był entomologiem, ale zapałał miłością do bazyliszków, stworów rzadkich i niebezpiecznych. Teraz prowadził temat: „O bazyliszkowych właściwościach zamiany wszystkiego żywego w kamień i o możliwościach zamiany przez nich wody w kamień”. Jak słyszałem, temat miał dobre notowania, ponieważ dzięki jego tresowanym bazyliszkom o wiele prostsza byłaby budowa zapór i przed terminem udałoby się zawrócić syberyjskie rzeki do Azji Środkowej.
Chwyciłem go za rękę i zapytałem:
— Słuchaj, Bułkin, widzisz hasła na ścianach?
— Widzę — odpowiedział Jurik energicznie wyrywając się z mojego uchwytu. — Sam je pisałem.
Osłupiałem. Jurik słynął jako bard, śpiewał z gitarą wesołe piosenki i jego odpowiedź
wzmocniła moje najgorsze obawy. Ujrzawszy moją reakcję, zrezygnował z marszu do kolejki spragnionych strawy pracowników i wyjaśnił:
— Poprosili mnie koledzy socjolodzy. Przeprowadzają badanie PS, Poczucie Smaku. Chodzi o to, jaki procent pracowników oburzy się z powodu tych plakatów w ciągu trzech dni. Norma to dwadzieścia pięć procent.
