
— Ładna opowieść — stwierdził Dirk.
— To coś więcej niż opowieść — sprzeciwił się Janacek. — Między Ironjade a banshee istnieje więź, t’Larien. Być może ma charakter psioniczny, może one są rozumne, a może to tylko instynkt, nie twierdzę, że to wiem. Ale ta więź istnieje.
— To przesądy — zbyła go Gwen. — Naprawdę nie powinieneś być zbyt surowy dla Garse’a, Dirk. To nie jego wina, że nie zdobył porządnego wykształcenia.
Dirk posmarował bułeczkę pastą i spojrzał na Janacka.
— Jaan wspominał, że jest historykiem, wiem też, jaki zawód wykonuje Gwen — zaczął. — A co z tobą? Czym się zajmujesz?
Niebieskie oczy spojrzały na niego zimno. Janacek nie odezwał się ani słowem.
— Odnoszę wrażenie, że nie jesteś ekologiem — ciągnął Dirk.
Gwen parsknęła śmiechem.
— To wrażenie jest niesamowicie trafne, t’Larien — warknął Janacek.
— W takim razie, co robisz na Worlornie? A jeśli już o tym mowa… — Dirk przeniósł spojrzenie na Jaana Vikary’ego — …co ma w takim miejscu do roboty historyk?
Vikary ujął kufel w dwie wielkie dłonie i pociągnął z namysłem łyk piwa.
— To całkiem proste — odparł. — Jestem związanym dumą Kavalarem ze Zgromadzenia Ironjade, połączonym z Gwen więzami nefrytu i srebra. Moją betheyn wysłano na Worlorn decyzją rady związanych dumą, więc to naturalne, że ja i mój teyn jesteśmy tu razem z nią. Rozumiesz?
— Chyba tak. To znaczy, że dotrzymujecie Gwen towarzystwa?
Janacek przyjął te słowa z wyraźną wrogością.
— Chronimy Gwen — oznajmił lodowatym tonem. — Najczęściej przed jej własnym szaleństwem. Nie powinno jej tu być, ale tak się stało i dlatego musimy jej towarzyszyć. A żeby odpowiedzieć na twe poprzednie pytanie, t’Larien, jestem Ironjade’em, teynem Jaantony’ego high-Ironjade’a. Robię wszystko, czego zażąda ode mnie moje schronienie: poluję, uprawiam rolę, pojedynkuję się, walczę z wrogami w dumnej wojnie, wypełniam dziećmi brzuchy naszych eyn-kethi. Tym właśnie się zajmuję. A kim jestem, już wiesz. Powiedziałem ci, jak się nazywam.
