
Ostatnie słowa wymówiła tak kategorycznym tonem, że istotnie się cofnął.
– Czy często się pani zdarza wpadać w taką złość? – zapytał obojętnie i Bonnie znowu odniosła wrażenie, że przygląda się jej w taki sposób, jakby była ciekawym okazem gada lub płaza.
– Tylko wtedy, kiedy jestem w towarzystwie ludzi aroganckich i źle wychowanych, którzy w dodatku zachowują się w sposób wysoce obraźliwy – rzuciła. – Co daje panu prawo krytykowania mnie…
– To dla pani nowe doznanie? Wysłuchiwanie krytyki pod swoim adresem? – zapytał, przerywając jej pełen oburzenia wywód.
– Dosyć już pan mówił – wyszeptała, blednąc na twarzy. – Obrażał mnie pan na wszelkie możliwe sposoby, a przy tym nie ma pan pojęcia, o czym pan mówi. Jutro zabiorę wuja do domu i będę pełnić swoją powinność, mimo że nie mam wobec niego żadnych zobowiązań. A potem wyjadę. I coś panu powiem. Zostawię nie tylko wuja, rozstanę się wtedy również z panem, a zrobię to z najwyższą przyjemnością. Coś mi się wydaje, że mieszkanie w pobliżu tak fanatycznego, zaciekłego człowieka, jakim jest pan, panie doktorze, może być cięższe niż opieka nad wujem. Znacznie cięższe!
Krótką drogę na farmę odbyli prawie w milczeniu. Paddy'emu wystarczyło tylko spojrzeć na twarz Bonnie, gdy wyszła ze szpitala, by domyśleć się, że nie jest to chwila na prowadzenie rozmowy.
Bonnie zatrzymała się w końcu przy zabudowaniach, aby otworzyć bramę.
– To ja powinienem się tym zająć – odezwał się Paddy ze skruchą w głosie, gdy wracała do samochodu. Rozglądał się wokół, patrzył na rozległe łąki, na których wśród drzew pasły się krowy. – Popatrz, Bonnie, to tak, jak sobie wyobrażałem… Zupełnie tak jak u mnie…
– Do takiego domu to chce się wracać. – Uśmiechnęła się, a Paddy pokiwał głową.
Było to zdumiewające, ale odczuła radość, że się tu znalazła.
