
Aż do wieczora ciężko pracowała i gdy w końcu znalazła się w łóżku, była zupełnie wykończona. Wysprzątała posępne domostwo, wydoiła krowy i przygotowała miejsce dla Paddy'ego, starając się, by było mu miło i wygodnie. Na każdym kroku rzucało się w oczy, że w domu tym od dwóch lat nie było kobiety.
Umieściła Paddy'ego w dużym pokoju na tyłach domu, tam, gdzie kiedyś sypiała Jacinta. Stały tam dwa łóżka i Bonnie posłała obydwa.
– Będzie tu oddział szpitalny – powiedziała Paddy'emu, instalując interkom, który przywiozła z Melbourne. – Kiedy pójdę doić krowy, musicie się z wujem nawzajem opiekować. Będę słyszała, co tu się dzieje, a wy zawołacie mnie, gdy zajdzie potrzeba, żebym szybko do was wracała.
Zaplanowała to najlepiej, jak tylko było można. Paddy powinien być na dobrą sprawę w szpitalu pod stałą obserwacją, ale Bonnie wiedziała doskonale, czego on sam najbardziej pragnął. Okna w jego pokoju wychodziły na gospodarstwo.
Poczuje nawet pewnie krowi nawóz, pomyślała sobie, układając się ledwie żywa ze zmęczenia na wąskim, dziecinnym łóżku, w którym kiedyś sypiała.
Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze, westchnęła, kładąc twarz na poduszce. Za siedem godzin znowu trzeba będzie doić krowy.
Gdy następnego dnia rano o dziewiątej mleczarz zabrał bańki ze świeżo wydojonym mlekiem, mijała czwarta godzina od chwili, gdy Bonnie wstała. Wydoiła już siedemdziesiąt trzy krowy, sprzątnęła po sobie, przygotowała śniadanie – choć nadal nie mogła namówić Paddy'ego do jedzenia – i umyła go w łóżku.
– Na przywitanie wuja Henry'ego będziesz pachniał różami – żartowała, poprawiając pościel. Na odgłos nadjeżdżającego samochodu wyjrzała przez okno. Karetka pogotowia przybyła punktualnie.
Wyszła na spotkanie i nagle poczuła się nieswojo w swych poplamionych dżinsach i sportowej bluzce. Nie przypominała zupełnie sterylnej pielęgniarki, ale też ostatnią rzeczą, o jakiej marzył Paddy czy Henry, była atmosfera sterylnego szpitala.
