Choć właściwie nikt przecież nie wiedział, o czym tak naprawdę marzył Henry. Minęły lata, od kiedy przestał o tym mówić.

Z karetki wyskoczył pielęgniarz i otworzył szeroko tylne drzwi. Z wnętrza wyłonił się Webb Halford. W rozpiętej pod szyją koszuli z krótkimi rękawami i w dżinsach, z opaloną twarzą i oczami zmrużonymi w słońcu wyglądał bardziej jak farmer niż lekarz.

– Jesteście punktualnie – powiedziała, żeby coś powiedzieć.

– Staram się dotrzymywać słowa. Czy pani przyjaciel zakończył już dojenie krów? – zapytał, a Bonnie nadludzkim wysiłkiem woli powstrzymała się, by nie podejść do niego i nie uderzyć w twarz.

– O, już dawno. Czy zechciałby pan pomóc wujowi, a potem odjechać stąd możliwie najszybciej?

– Zdaje sobie pani sprawę, że będę wpadał od czasu do czasu, żeby zbadać swego pacjenta?

– Nie ma najmniejszej potrzeby – syknęła. – Wcale pana nie potrzebujemy.

– Jestem lekarzem pani wuja i on życzy sobie, żebym go odwiedzał. Czy pani mi na to nie pozwoli?

Bonnie policzyła po cichu do dziesięciu, uspokoiła się, ale patrząc na ironiczny uśmiech na twarzy Webba Halforda zdała sobie sprawę, jak niewiele było potrzeba, by straciła znów panowanie nad sobą.

– Nie sprawuję kontroli nad gośćmi, którzy odwiedzają mojego wuja w jego własnym domu – powiedziała przez zaciśnięte zęby. – Czy zamierza go pan trzymać cały dzień w karetce, czy możemy go wnieść do środka?

Ku jej wielkiej irytacji Webb Halford nie zareagował. Wszedł jednak z sanitariuszem do karetki i wynieśli wuja Henry'ego na dwór.

– Dzień dobry, wuju – odezwała się Bonnie. – Witaj w domu.

Wuj Henry spojrzał na nią obojętnie i odwrócił głowę. W jego oczach zauważyła łzy.

– Proszę tędy – powiedziała, wchodząc do domu przez ogródek koło kuchni. Gdy wyszli z kuchni do korytarza, Webb automatycznie skręcił w lewo.

– Nie tędy – zaprotestowała pospiesznie. – Wuju, mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko temu, że przygotowałam ci tę drugą sypialnię. Będzie tak nam wygodniej.



15 из 107