
– Zostawiając sobie pokój Henry'ego i podwójne łóżko z myślą o przyjacielu. Powinienem był się tego domyślić – odezwał się Webb lodowatym głosem.
Bonnie zrobiła się purpurowa. Zrobiło jej się niedobrze na samą myśl o tym, że mogłaby spać w łóżku ciotki Lois.
Poszła przodem i otworzyła szeroko drzwi do sypialni. Web Halford wszedł pierwszy i stanął jak wryty na widok Paddy'ego, który siedział wsparty o poduszki w pozie wyczekiwania.
W świecie, w którym żył Paddy, wszystko miało znaczenie. Przez dwa miesiące nie opuszczał szpitalnego oddziału. Znalazł się teraz w nowym miejscu, miał przed sobą nowego lekarza i czekał na nowego towarzysza niedoli. Wczorajsza podróż zmęczyła go bardziej, niż byłby gotów się przyznać, ale nie mogło mu to zepsuć przyjemności rozkoszowania się tym, co się działo wokół.
– Witajcie – powiedział i w tej samej chwili złapał go atak kaszlu. Zaniepokojona Bonnie zbliżyła się, by założyć mu maskę tlenową.
– Rozluźnij się – poprosiła łagodnie. – Oddychaj powoli i głęboko. I nic się nie bój.
Paddy powoli dochodził do siebie, a w pokoju panowała przez cały czas martwa cisza. Webb stał jak ogłuszony.
– Kiedy mnie położycie? – przerwał wreszcie milczenie Henry.
– Czy wiesz, kto to jest? – spytał go Webb.
– Tak. – Widać było, że Henry, podobnie jak Paddy, jest u kresu sił. – To przyjaciel Bonnie. I nasz bardzo wyczekiwany gość.
– Przyjaciel Bonnie… – Spojrzenie Webba zatrzymało się na masce tlenowej, butli z tlenem i na wychudłej, wymizerowanej twarzy Irlandczyka. Zarejestrowało jego urywany oddech i kolor włosów. – To jego widziałem wczoraj w pani samochodzie…
– Tak. – Bonnie przez chwilę jeszcze trzymała maskę, a potem Paddy wziął ją sam do ręki. – Czy mógłby pan położyć wuja na łóżku? Jest mu chyba bardzo niewygodnie.
