– I nie ma innego wyjścia?

– Nie ma innego wyjścia.

Bonnie wsiadała na motocykl z zamierającym sercem. Nikt jej tego nie uczył, nikt na studiach nie mówił, jak się nastawia nogę za pomocą motocykla. Włączyła bieg i ruszyła wolniusieńko przed siebie. Powoli lina zaczęła się napinać.

Było to trudniejsze, niż jej się z początku wydawało.

Wystarczyło jedno szarpnięcie i byłoby po nodze. Skupiła się na swoich czynnościach. Doglądała jednocześnie liny i motocykla. Lina musi być napięta… musi się napiąć bardziej… Ciało krowy drgnęło i Webb krzyknął. Linami była przywiązana do drzewa, ale Webb kierował ją we właściwym kierunku. Pociągnął nogę do przodu i w dół. Czuwał nad tym, by wysiłek Bonnie nie poszedł na marne i by staw wrócił na swoje miejsce.

Powoli… powoli… Bonnie była bliska płaczu ze strachu i zdenerwowania. Zatrzymała maszynę z przesadną ostrożnością, a usta jej szeptały bezgłośnie modlitwę.

Lina obluzowała się nieco… i rozległ się krzyk Webba. Chciał, żeby cofnęła się troszeczkę. Bonnie wykonała polecenie, zmniejszając napięcie liny, i odwróciła się, spoglądając za siebie. Ręce Webba poruszały się gorączkowo i Bonnie widziała, jak kończyna przesuwa się do przodu i w dół, a potem wślizguje na swoje miejsce w stawie.

Mój Boże…

Zgasiła silnik i podeszła do Webba. Nogi miała jak z waty. Krowa była nadal nieprzytomna, ale wyglądała tak, jakby jej nigdy nic nie dolegało. Bonnie stanęła nad Webbem, a on uśmiechnął się do niej szeroko.

– Chyba się udało – szepnął.

W jego głosie brzmiało zmęczenie.

Bonnie osunęła się obok niego na ziemię. Wszędzie wokół było błoto. Poprzedniej nocy trochę padało i kurz zamienił się w mulistą maź, która się lepiła do wszystkiego. Ale Bonnie nawet tego nie zauważyła. Patrzyła na jałówkę rozjaśnionymi oczami. Cieszyła się nie mniej, niż gdyby się udało uratować życie człowieka.



29 из 107