
– Przyjadę jutro rano zabrać wuja do domu – powiedziała. – Czy zechciałby pan dać mu o tym znać?
– Niech sobie pani przypnie tabliczkę z nazwiskiem, bo inaczej najpewniej pani nie pozna.
Bonnie poczerwieniała z gniewu.
– Proszę zachować swoje uwagi dla siebie – powiedziała przez zaciśnięte zęby.
– Wiele bym dał za to, żeby wuj pani nie potrzebował. Opieka nad nim nie będzie należała do najłatwiejszych. Gospodarstwo jest zupełnie zapuszczone. Ale gdyby pani obecność miała sprawić choćby tyle, że on zrozumie, że farmę trzeba będzie sprzedać…
– Do widzenia, zobaczymy się jutro – wycedziła Bonnie i cisnęła słuchawkę.
Cóż to za bezczelny człowiek! Bonnie długo nie mogła się uspokoić.
Ale musi być przywiązany do Henry'ego, pomyślała. Inaczej nie zadawałby sobie przecież trudu, by mnie szukać w Melbourne.
– Może jest przywiązany do Henry'ego tak jak ja do Paddy'ego.
Paddy.
Skoro nie wyjeżdżam na koniec świata, zobaczę go znowu. I zanim umrze, może uda mi się go jeszcze parę razy odwiedzić, pomyślała i poszła na oddział złożyć wizytę starszemu panu.
Powitał ją z radością.
– Ledwie cię poznałem, nigdy nie widziałem cię bez twojego lekarskiego fartucha. Wyglądasz jak z obrazka, słowo honoru.
Bonnie zaczerwieniła się. Zażenowana zaczęła wygładzać wzorzystą sukienkę, która włożyła specjalnie, by sprawić mu przyjemność.
– Zaraz, zaraz, czy nie powinnaś być teraz w drodze na lotnisko?
Paddy skrzywił się z niezadowoleniem, słuchając opowieści Bonnie.
– Mam nadzieję, że wuj to doceni – mruknął.
– Nie dowiem się tego pewnie nigdy. On niewiele mówi. – Ogarnęło ją nagłe przerażenie na myśl o ciszy, jaka panowała w wiejskim domu wuja.
– A na co wydasz pieniądze, które miałaś przeznaczone na wakacje?
– Pewnie… – Wzruszyła ramionami. Tak długo zbierała na ten urlop. Oszczędzała i ciułała, żeby skończyć studia, ale gdy dwa lata temu zaczęła pracować, nie zmieniła nic w swoim życiu i nadal oszczędzała. – Pewnie wpłacę na fundusz emerytalny.
