
– Na fundusz emerytalny? Na litość boską, dziewczyno. Ile ty masz lat? – skrzywił się Paddy.
– Dwadzieścia sześć.
– Więc idź i zrób coś szalonego – polecił. – Żebyś potem, kiedy wpadniesz pod autobus, jak będziesz miała czterdzieści lat, nie leżała pod jego kołami, rozmyślając sobie: dlaczego nie wydałam choć trochę tych pieniędzy! Czy masz samochód?
– Nnnie…
– Otóż to. Wybierasz się na wieś, więc potrzebny ci samochód. Idź zaraz i kup sobie coś naprawdę wspaniałego. Prezent gwiazdkowy dla siebie, żebyś miała trochę przyjemności pomimo tego doktora Halforda i wuja Henry'ego.
Coś naprawdę wspaniałego.
Zdawało jej się, że patrzy na nią Paddy, a także niewiadomo dlaczego Webb Halford.
Webb Halford myśli pewnie, że jest nieodpowiedzialną i próżną egoistką. Niepoważną. Nigdy w życiu nie zachowywała się niepoważnie.
Prezent gwiazdkowy dla siebie. Tak kazał Paddy. Od lat już nie dostawała prezentów na Boże Narodzenie. A teraz rezygnowała z wakacji, jakie ma się raz w życiu, dlatego właśnie, że nie mogła zachować się nieodpowiedzialnie.
– Zachowaj się więc trochę nierozsądnie. Choć trochę.
Pierwszy raz w życiu Bonnie miała się zachować nawet bardzo nierozsądnie. Bonnie szła na świąteczne zakupy.
W trzy godziny później była z powrotem przy łóżku Paddy'ego.
– Chcesz zobaczyć, jaki sobie zrobiłam prezent? – spytała z uśmiechem.
Oczy Paddy'ego zalśniły.
– Gdzie jest?
– Na parkingu. – Wskazała mu ręką wózek inwalidzki. – Chodźmy.
Zaparło mu oddech w piersiach. Usiadł na wózku i patrzył z podziwem na mały, sportowy samochód.
– Marzyłem zawsze, żeby mieć taki samochód – szepnął. – Stale sobie powtarzałem, że kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy będę miał dosyć pieniędzy, żeby go sobie kupić. Ale najpierw miałem mamę na utrzymaniu, a potem potrzebował pomocy mój brat i jego dzieciaki… Czy uważasz… czy myślisz, że mogłabyś mnie przewieźć?
