— Niestety, nie dysponujemy ciągłym obrazem — odezwał się brat Thomas. — Następne fragmenty zostały sfilmowane w minutę i dwadzieścia sekund później. Ze względu na to, że dzieje się na nich tak wiele, siostra Melissa przygotowała cały ostatni fragment w zwolnionym tempie.

W lewej części ekranu monitora Bhutto i Malone okładali się zawzięcie pięściami. Obok nich stało dwóch kolegów Irlandczyka, zachęcając go okrzykami do walki. W prawej części panna Macmillan, z rozwichrzonymi włosami oraz przekrzywioną spódnicą i bluzką, w pośpiechu zapinała guziki płaszcza. Kiedy trochę bardziej uporządkowała ubranie, niemal biegiem opuściła miejsce akcji.

Walka trwała tymczasem przez następne trzydzieści sekund. Obaj mężczyźni zadawali ciosy na oślep, tylko z rzadka trafiając się wzajemnie. Żaden z nich nie uzyskiwał wyraźnej przewagi. W pewnej chwili jednak, kiedy Bhutto ulokował silny cios na lewej skroni Malone'a, młody Irlandczyk wyciągnął z kieszeni nóż i zamachnął się nim, rozcinając brzuch Pakistańczyka.

Kamera zarejestrowała tryskający z rany strumień krwi. Pan Bhutto schwycił się za brzuch i zalany krwią, zwalił się na ziemię. Allan Malone i jego dwaj towarzysze po chwili wahania odwrócili się i uciekli.

Kiedy obraz wideo zniknął z ekranu, siostra Beatrice przez kilka sekund siedziała bez ruchu w kabinie projekcyjnej.

— Czy jest coś, czego jeszcze potrzebujesz? — zapytała ją siostra Melissa.

— Nie, nie sądzę — odparła Beatrice, sięgając po wideo-sześcian, który tamta wyciągnęła w jej stronę. — Bardzo ci dziękuję.

Z ciężkim sercem wstała i wyszła. Rozważając w myślach wszystko, co musi jeszcze zrobić przed rozprawą, zaczęła się zastanawiać, czy ludzie kiedykolwiek będą umieli żyć ze sobą w zgodzie. Ani przez chwilę nie pomyślała o dziwnym zjawisku, które widziała tego ranka podczas spaceru po parku.

Chociaż nie było jeszcze szóstej trzydzieści, w stołówce zdążyła ustawić się kolejka. Z powodu zimna na dworze mieszkańcy stłoczyli się w środku, stali w długiej i krętej kolejce podobnej do tych, jakie kiedyś widywało się w wesołych miasteczkach. Odziani w niebieskie habity michalici czekali w osobnej, znacznie krótszej kolejce, ale grupy oczekujących łączyły się tuż przy wejściu do dużego pomieszczenia, w którym wydawano posiłki.



16 из 258