
— Zapewne jesteście tutaj nowi? — odezwała się do niej Vivien, kiedy kobieta i jej dzieci nałożyli sobie po kilka kromek na talerze.
— Tak — odparła Murzynka. — Mieszkaliśmy dotychczas w nieczynnym domu towarowym, nad rzeką, kiedy ktoś powiedział nam o tym ogłoszeniu… że możemy zamieszkać tutaj… Byliśmy na liście oczekujących prawie przez dwa miesiące i nawet chcieliśmy zrezygnować. Jaka szkoda, że nie było można przyjąć tych wszystkich chorych ludzi, ale cóż, dzięki temu w końcu uśmiechnęło się do nas szczęście.
Siostra Beatrice wychyliła się z kolejki i spojrzała na kobietę.
— Ile czasu zajęła wam rejestracja? — zapytała.
— Niemal całe trzy dni — odrzekła Murzynka. — Chłopcy narzekali i zrzędzili, że muszą się tłoczyć w jednym z tamtych dwóch namiotów nad rzeką, ale przez cały czas mówiłam im, że warto poczekać… I aż krzyknęłam z radości, kiedy ci doktorzy oświadczyli nam, że nie ma żadnych przeszkód.
Na końcu sali, w której wydawano posiłki, soki, chleb i tylko kilka gatunków owoców i warzyw, znajdowały się wyroby zbożowe i kasze. Na długich stołach, przy których wszyscy jedli, ustawiono dzbanki z kawą lub herbatą. Beatrice sięgnęła po talerz gotowanego ryżu, do którego dodała później mieszaninę kilku egzotycznych przypraw. Vivien zdecydowała się w końcu na owsiankę.
— To, na co miałabym ochotę dzisiaj rano — odezwała się po cichu do Beatrice — to kilka gotowanych jajek i pęto dobrej kiełbasy.
— Mięso nie jest pokarmem koniecznym dla twojego zdrowia — zganiła ją siostra Beatrice. — A co więcej, nie stanowi optymalnego wykorzystania zasobów żywnościowych świata. Czy wiesz, że ilością zboża potrzebną do utuczenia jednej świni, którą zdoła się wyżywić sto osób, można by nakarmić tysiąc dwustu ludzi?
