— Ale kiełbasa jest taka smaczna… — zaczęła Vivien i urwała, kiedy napotkała surowe spojrzenie koleżanki.

Beatrice usiadła i zaczęła wielkimi kęsami pochłaniać śniadanie. W tym czasie Vivien nalała sobie filiżankę kawy i spojrzała na swoją towarzyszkę.

— Co się stało, B? — zapytała. — Wydajesz się taka spięta i zatroskana…

— Wystąpienie musi zostać przygotowane jeszcze przed spotkaniem — odrzekła gderliwie Beatrice. — Mamy na to nie więcej niż godzinę. Później jest to przeklęte posiedzenie o jedenastej, a więc znów twoje osobiste szkolenie zostanie zakłócone. Brat Hugo wyznaczył mnie przewodniczącą tylko dlatego, że sam nie znosi podejmować niepopularnych decyzji… Po południu muszę jeszcze podlizywać się tym wszystkim bogatym damom w Esher… Nigdy nie ma dość czasu, by ze wszystkim zdążyć…

Dotyk ręki Vivien powstrzymał ten potok słów.

— Hej — odezwała się Vivien. — Głowa do góry. Czy nie ty właśnie mówiłaś mi kiedyś, że nie można pełnić służby bożej, póki nie jest się wolną od wszelkich stresów?

Beatrice na chwilę przestała jeść i spojrzała na koleżankę.

— Przypuszczam, że wymagam nazbyt wiele — powiedziała. — Tego ranka, kiedy kończyłam obchód, miałam halucynację. Przez chwilę wydawało mi się…

Siostra Beatrice przerwała, głęboko odetchnęła i powoli policzyła do dziesięciu.

— Dziękuję ci, Vivien — rzekła i ścisnęła jej dłoń.

3

Pół godziny po śniadaniu siostra Vivien umieściła swoją kartę identyfikacyjną w czytniku, a po chwili wyjęła ją i dołączyła do Beatrice siedzącej w małym kiosku obok bramy wejściowej przy Exhibition Road. Brat Martin wręczył im ich karty i mały cylinder z nagranym tekstem i obrazem wystąpienia Beatrice.

Obie kobiety, z szyjami owiniętymi teraz niebieskimi szalami, zaczęły przekraczać strefę bezpieczeństwa na moście Serpentine. Kiedy szły, Beatrice wsunęła cylinder do kieszeni habitu.



19 из 258