— Sądziłam, że wysłałaś poprawione wystąpienie przez tele-wideo — odezwała się Vivien.

— Owszem — stwierdziła Beatrice. — To jest kopia zapasowa… na wypadek gdyby stało się coś nieprzewidzianego.

Przeszły obok kolejki zziębniętych i przemoczonych ludzi, czekających, żeby złożyć podanie o przyjęcie do miasteczka namiotów. Wzdłuż kolejki chodziło tam i z powrotem kilku michalitów, rozmawiali z ludźmi i podtrzymywali ich na duchu. Siostra Beatrice zatrzymała się na chwilę, by zamienić parę słów z jednym z zakonników.

Kilka minut później Beatrice i Vivien przeszły przez Kensington Road i znalazły się na Knightsbridge. Zziębnięty, mniej więcej dziesięcioletni chłopiec podszedł do nich i wyciągnął obie ręce w żebrzącym geście. Beatrice nachyliła się tak, by jej głowa znalazła się na poziomie jego twarzy.

— Jak się nazywasz? — zapytała łagodnie.

— Wills — odpowiedział po kilku chwilach chłopiec.

— To śliczne nazwisko — stwierdziła siostra Beatrice. — A teraz Wills, gdybyś zechciał odprowadzić nas do tamtej kawiarenki na rogu Prince Consort Road, postarałybyśmy się, żeby dano ci jakieś śniadanie. Wiesz, nie możemy ofiarować ci żadnych pieniędzy… bo ich nie mamy.

Mały chłopiec rozejrzał się nerwowo w prawo i w lewo.

— Chociaż trochę drobniaków, psze pani, jeśli łaska — odpowiedział.

Beatrice pokręciła stanowczo głową, pogładziła chłopca po włosach i poszła dalej.

— Do wściekłości doprowadza mnie sposób, w jaki niektórzy ludzie wykorzystują swoje dzieci — zwróciła się do Vivien. — Założę się, że ojciec czy matka albo jacyś inni krewni tego malca czają się w pobliskiej altanie… Nie pozwolą chłopcu zatrzymać nic z tego, co wyżebrze… Jeszcze jeden powód, dla którego nasza Wioska Dzieci jest taka ważna.

Zakonnice skręciły w lewo, minęły Muzeum Wiktorii i Alberta i zaczęły iść obok rzędu domów. Niemal wszędzie było widać w nich napisy: „Do wynajęcia” i „Rewelacyjnie niskie ceny”. Ludzi jednak widywało się niewiele.



20 из 258