— Obawiam się, że tak samo postąpiłaby większość obecnych — odrzekła Beatrice. — A w dodatku i nas wrzuciliby do rzeki razem z nimi. Byliśmy tolerowani tylko dlatego, że wiedzieli, iż mamy rozsądne i tanie rozwiązanie problemu, z którym sami nie mogą się uporać.

— Czy zdziwiło cię, że postanowili odłożyć ostateczną decyzję do wieczora? — zapytała ją siostra Vivien.

— Właściwie nie — odparła Beatrice. — Pan Clark wprawdzie obiecał, że wyrazi zgodę dzisiaj rano, ale z pytań zadawanych przez panią Shields i jej zgraję wynikało niedwuznacznie, że nasz pomysł rozszerzenia miasteczka nie cieszy się popularnością. Zwłaszcza że nie wyrażamy skruchy z powodu przyjęcia do niego tak wielu obcokrajowców… Rada musi więc odbyć dzisiaj po południu jeszcze jedno, zamknięte posiedzenie, żeby sprawić na nas wrażenie.

Obie kobiety minęły podwórko, na którym bawiła się grupa dzieci odzianych w jednakowe szkolne mundurki.

— Te chociaż mogą być szczęśliwe — powiedziała z naciskiem w głosie Beatrice. — Chociaż wątpię, czy zdają sobie z tego sprawę. Nie mogę się doczekać chwili, kiedy i dla naszych dzieci zdobędziemy odpowiedni sprzęt do zabaw.

— Więc uważasz, że przyj mą twoją propozycję?

— Oczywiście — potwierdziła siostra Beatrice. — Wiele z tego, co mówiono podczas spotkania, to nic więcej tylko polityczna poza. Tak dzieje się zawsze, gdy w zebraniu biorą udział przedstawiciele prasy. Każdy członek rady chce wówczas wypowiedzieć swoje uwagi na temat tego czy innego aspektu zagadnienia… Na wypadek gdyby całe przedsięwzięcie zakończyło się katastrofą. Żadne z nich nie chciałoby udostępnić Kensington Gardens ogółowi ludzi, ale wiedzą, że w tej sytuacji właściwie nie mają innego wyboru. Za bardzo ich przytłacza liczba bezdomnych osób.

Znalazły się na Brompton Road. Beatrice skręciła w lewo, cały czas szła bardzo szybko.



23 из 258