
— Czy możemy zatrzymać się na chwilę i czegoś napić? — zapytała ją Vivien. Beatrice spojrzała na zegarek.
— Niestety, nie — odparła. — Mamy tylko tyle czasu, żeby zdążyć przygotować się do tej rozprawy, a wyznaczono ją na jedenastą.
Siostra Vivien podbiegła, chcąc szybciej znaleźć się u jej boku.
— B — powiedziała, z trudem łapiąc oddech. — Jak sądzisz, dlaczego sprawozdawcy zadawali nam na końcu tyle osobistych pytań?
Beatrice wzruszyła ramionami.
— Zawsze tak robią — odrzekła. — Zwłaszcza ci z telewizji. Uważają, że osobowości są ciekawsze od problemów czy pomysłów… Nie odpowiadając na takie pytania, próbuję zwracać ich uwagę na nasz zakon i na wszystko, co staramy się osiągnąć. Nie zawsze jednak to mi się udaje.
— Jestem pewna, że wiem, dlaczego się tak tobą interesują — stwierdziła Vivien. — Jesteś dla nich kimś niezwykłym. Niewiele kobiet w twoim wieku umiałoby tak przedstawić swój pomysł.
— Poszło mi nie najgorzej, prawda? — uśmiechnęła się Beatrice. — Kiedy zaczęłam przemówienie, poczułam, jak wstępuje we mnie jakaś siła.
Przez chwilę w milczeniu szły obok siebie.
— Czasami się zastanawiam, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie wstąpiła do zakonu — odezwała się w końcu Beatrice. — Czy byłabym nadal piosenkarką? A może postanowiłabym zostać kimś innym? Może odniosłabym sukces jako instruktorka, dziennikarka, a może nawet polityk… Stwierdziłam, że sprawia mi dużą radość przemawianie do grup ludzi…
Beatrice nagle się zatrzymała. Siostra Vivien nie spostrzegła wyrazu zaniepokojenia na jej twarzy.
— Uważam, że mogłabyś osiągnąć, co zechcesz, Beatrice — powiedziała. — Jesteś taka utalentowana… Przerwała, gdy poczuła na ramieniu dłoń koleżanki.
— Doceniam twoje komplementy, naprawdę doceniam — odezwała się siostra Beatrice. Ruszyła powoli w dalszą drogę. — Są one jednak nie na miejscu, tak samo jak duma, w którą się przed chwilą wbiłam.
