
— O co chodzi, bracie Darren? — odezwała się zniecierpliwiona Beatrice. — Zacząłeś coś mówić o bracie Hugonie…
— Przykro mi, siostro Beatrice — oznajmił młody zakonnik. — Wiem, że wyznaczono cię na przewodniczącą. Kiedy jednak od rana zaczęło się dziać tyle rzeczy naraz i kiedy nie odpowiedziałaś na moje zapytanie, przyznaję, że wpadłem w panikę. Musiałem porozmawiać z kimś, co mam robić.
— I co odpowiedział ci brat Hugo? — zapytała Beatrice.
— Powiedział, że to ty jesteś przewodniczącą rozprawy, lecz z powodu całego zamieszania oraz faktu, że Bhutto wciąż jest w szpitalu, uważa, że można byłoby przełożyć rozprawę na inny termin.
Beatrice przez chwilę się namyślała.
— A czy panna Macmillan znalazła się w odosobnieniu, tak jak prosiłam, kiedy spotkaliśmy się dzisiaj rano?
— Naturalnie — oświadczył brat Darren. — Przebywa przez cały czas w małej izolatce na terenie szpitala.
— Dziękuję ci, bracie Darren — rzekła Beatrice. — Proszę, zechciej kontynuować przygotowania do rozprawy.
— Czy to znaczy, że nie muszę ogłaszać, iż zostanie przesunięta na inny termin?
— Zrobisz to tylko wówczas, jeśli w ciągu najbliższych trzydziestu pięciu minut zdecyduję, że powinieneś — odparła z uśmiechem Beatrice.
Kiedy Darren wyszedł z pokoju, zwróciła się do Vivien.
— Będzie mi potrzebna twoja pomoc — powiedziała, sięgając po oba ich szale. — Musimy się pospieszyć… Wyjaśnię ci po drodze, co tylko będę mogła.
— Wiem, Fiono, że się denerwujesz, a rozprawa rozpoczyna się za pół godziny — odezwała się łagodnie siostra Beatrice do młodej kobiety. — Myślę jednak, że będzie ci znacznie łatwiej, jeśli zadam ci kłopotliwe pytania na osobności. Ci ludzie na rozprawie… mogliby cię krępować. Jak mówiłam, uzyskaliśmy od pana Bhutto i pana Malone'a dwa krańcowo sprzeczne opisy incydentu. Jako przewodnicząca rozprawy mam obowiązek dowiedzieć się, co naprawdę wydarzyło się tamtego wieczoru.
