
Było oczywiste, że Fiona czuła się zakłopotana. Siedziała na samym skraju małego szpitalnego łóżka i przez większość czasu wpatrywała się w podłogę. W końcu uniosła głowę, a jej oczy zalśniły, gdy powiodła spojrzeniem po ścianach izolatki. Wyglądało na to, że nie słyszy, co mówi do niej Beatrice.
— Nigdy przedtem nie brałam udziału w żadnej awanturze, siostro — powiedziała, popędzana przez Beatrice. — Nim przybyłam do Londynu, całe życie mieszkałam z rodzicami i braćmi w Szkocji, w Ayrshire. Dom stał niemal nad brzegiem morza. Mój tata powiedział mi, że mam większą szansę znaleźć zajęcie w dużym mieście. W okolicy zamknięto wszystkie sklepy, a wiec dla młodych dziewcząt nie było nigdzie żadnej pracy.
— Nikt nie mówi Fiono, że brałaś udział w awanturze — odezwała się siostra Beatrice. — Chciałam tylko zadać ci kilka pytań dotyczących tego, co się stało.
W błękitnych oczach Fiony pojawiły się oznaki strachu.
— Powiedziałam prawdę, siostro — oświadczyła, kręcąc się nerwowo. Przeniosła spojrzenie z Beatrice na Vivien. — Proszę mi powiedzieć, jak czuje się teraz Rażą?
— Powoli powraca do zdrowia — odparła Beatrice, a po krótkiej przerwie dodała: — Fiono, dobrze wiemy, że mówiłaś nam prawdę. Może jednak nie wspomniałaś nam o paru rzeczach. Na przykład nie opowiedziałaś nam dokładnie, co właściwie ty i pan Bhutto robiliście, kiedy zauważył was pan Malone i jego towarzysze.
— Co właściwie robiliśmy? — powtórzyła młoda Szkotka, jak gdyby nie rozumiała pytania zakonnicy.
