
— Tak — odrzekła po chwili Beatrice. — Czy całowaliście się — dodała, powoli wymawiając słowa — czy może pieściliście albo już kochaliście…? Przykro mi, że muszę o to wypytywać, ale zapewniam cię, że ta informacja jest dla mnie bardzo ważna.
Rudowłosa kobieta znów wbiła wzrok w podłogę.
— Siostro — odezwała się nagle, unosząc głowę i błagalnie patrząc jej w twarz. — Od samego rana przebywam zamknięta w tej klatce. Czy mogłabym poprosić o papierosa?
Beatrice była tak zaskoczona, że przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć. W tym czasie Vivien poczęstowała młodą kobietę papierosem i zapaliła go zapalniczką, którą wyciągnęła z kieszeni habitu. Później, obszedłszy Fionę, otworzyła jedyne okno, jakie miała mała izolatka.
— Dziękuję — powiedziała młoda Szkotka, zaciągnąwszy się głęboko i wypuściwszy dym w stronę okna. Uśmiechnęła się do Beatrice i Vivien. — Naprawdę chcecie wiedzieć o wszystkim, co się działo? — zapytała, teraz wyraźnie odprężona.
Beatrice kiwnęła tylko głową.
— No dobrze — rzekła Fiona, ponownie spuszczając oczy. — Myślę, że mogę powiedzieć. Jeszcze raz zaciągnęła się.
— No cóż — odezwała się po dłuższej przerwie. — Całowaliśmy się i pieściliśmy, ale jeszcze się nie kochaliśmy, przynajmniej nie w tej chwili.
Nerwowo się uśmiechnęła.
— Rażą miał wielkiego jak koń. Czułam to, bo przyciskał go do mojej nogi, kiedy leżeliśmy i się całowaliśmy… Czy takie właśnie szczegóły chciała siostra poznać?
— Idzie ci doskonale, Fiono — zachęciła ją siostra Vivien. — Mów dalej.
— Zaczęłam właśnie ściągać majtki — ciągnęła młoda Szkotka — kiedy Allan złapał Rażę od tyłu i uderzył w głowę. Krzyknęłam…
— Czy pan Bhutto zrobił coś wbrew twojej woli? — przerwała jej Beatrice.
— Nie, siostro — odparła Fiona. — Wręcz przeciwnie. To ja powiedziałam mu, byśmy poszli za te drzewa. Wie siostra, tak wiele ludzi kręci się tam w okolicy… Proszę mnie źle nie zrozumieć, podoba mi się tamto miejsce… Sądziłam jednak, że za drzewami będziemy mieli większą szansę być sami.
