
Vivien rozłożyła składany stolik i włączyła pulpit, chcąc zapoznać się z zestawem rozrywek, proponowanych przez kolej. Przejrzała szybko spis i wybrała nagranie wideo z popularnym ostatnio piosenkarzem. Na miniaturowym ekranie ukazał się obraz dziwacznie ubranego chłopaka, z pomalowaną na trzy kolory twarzą. Śpiewał długą, rytmiczną piosenkę wzywającą wszystkich starych ludzi, żeby ustąpili z drogi „nowej fali”.
Zanim Beatrice usnęła, pociąg zdążył osiągnąć normalną prędkość podróży. Vivien skończyła oglądać dziennik, a potem wstała i ruszyła korytarzem, chcąc odszukać wagon dla palących. Usiadłszy na wolnym miejscu przy jakimś oknie, zaczęła powoli, w zamyśleniu, palić papierosa, nie zwracając uwagi na innych ludzi.
W tym czasie śpiącej Beatrice przyśnił się dziwny sen. Usłyszała, jak woła ją jej ojciec:
— Kristin, obudź się, kochanie — mówił. Powoli otworzyła oczy. Stał przy drzwiach jej sypialni. Był bardzo wysokim mężczyzną. Miał na sobie niebieski garnitur.
— Dzień dobry, tato — odrzekła, uśmiechnąwszy się do niego. Jej ojciec przeszedł przez sypialnię i pocałował ją w czoło.
— Znów dzisiaj pada śnieg, księżniczko — oznajmił. — Pamiętaj o tym, kiedy będziesz się ubierała.
Błyszczące oczy ojca spoglądały na nią z miłością i czułością. Dolatywała od niego woń lasu.
W swoim śnie Beatrice nałożyła niebieski habit i kornet, a potem zeszła po długich schodach znajdujących się w środku domu. Jej rodzice już jedli śniadanie. Nie zwrócili uwagi na habit. Matka uśmiechnęła się, widząc ją i wyszła do kuchni.
— Kristin — odezwał się jej ojciec, podnosząc wzrok znad gazety. — Wiesz dobrze, jak bardzo jesteśmy z ciebie dumni. Twoja matka i ja pragniemy tylko twojego szczęścia.
Jego twarz świadczyła o tym, że coś go trapi. Beatrice poczuła, jak ogarnia ją niepokój.
