— To, co dzieje się w tej chwili w Ameryce, jest naprawdę przerażające. Dobrze wiem, że nie masz na to większego wpływu, ale bardzo by pomogło, gdybyś w dzisiejszym wystąpieniu wspomniała, że w Anglii nie grasują uzbrojone po zęby gangi, które mogłyby do spółki z bezdomnymi opanować całe przedmieścia i dzielnice…

Zza chmur wyszło w końcu słońce. O wpół do trzeciej termometry na dworze pokazywały dwadzieścia stopni Celsjusza. Beatrice i pani Washburn postanowiły więc, że grupa około trzydziestu kobiet, w większości pięćdziesięcio — i sześćdziesięcioletnich, będzie się czuła swobodniej, jeżeli zakonnica wygłosi swoją mowę na trawniku znajdującym się na tyłach domu.

Vivien ustawiła plansze na stojaku. Beatrice omówiła nie tylko obecny stan miasteczka namiotów na terenie Hyde Parku, ale i perspektywy rozwoju, a później zajęła się najważniejszą sprawą.

— Ze strony naszych wiernych sympatyków oczekujemy wsparcia dwojakiego rodzaju — powiedziała. — Po pierwsze środków umożliwiających nam przetrwanie. Te pieniądze są nam potrzebne na zarządzanie i utrzymanie miasteczka w Hyde Parku i pięciu innych mniejszych ośrodków dla bezdomnych w samym Londynie i jego okolicach. Muszę przyznać, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy mieliśmy trochę szczęścia, dzięki czemu uzyskane fundusze zapewniły nam działalność i trochę większą samowystarczalność. W związku z tym uważamy, że ofiarowywane opłaty mogą być o dwadzieścia trzy procent mniejsze niż przed sześcioma miesiącami.

Beatrice kiwnęła głową w stronę Vivien, żeby ta pokazała pierwszą planszę.

— Żeby jednak rozszerzyć naszą działalność na teren Kensington Gardens — powiedziała — zakładając, oczywiście, że władze wyrażą zgodę na wykorzystanie tego miejsca w taki sposób, będziemy potrzebowały prawie miliona nowych funtów. Postawiłyśmy sobie za cel uzyskanie połowy tej sumy z zupełnie innych źródeł.



38 из 258