— Ale nasze problemy są krańcowo różne od tych, z jakimi borykają się w Ameryce — ciągnęła surowo wyglądająca kobieta, której pojawienie się Vivien przerwało potok mowy. — Każdy jest tam albo biedny, albo bogaty. Ponieważ ich klasa średnia jest tak mała, a ich rząd niemal się nią nie opiekuje, różnice są wyraźniejsze niż u nas. W dodatku, nawet mimo tych nowych ustaw, byle idiota może bez trudu zaopatrzyć się w broń palną.

— Czy widziałaś w telewizji Reginalda Townsenda wczoraj wieczorem? — zapytała z podnieceniem w głosie pani Blake. — Przeprowadzał wywiad z tym Murzynem, przywódcą gangu z Ohio, który sam siebie każe nazywać Szóstka-Szóstka-Szóstka. Ten człowiek podczas wywiadu bez przerwy wymachiwał pistoletem maszynowym. To było coś okropnego.

— A co powiesz o tym domu, w którym mieszka ze swoją przyjaciółką? — zapytała ją jeszcze inna kobieta. — Jest większy od mojego.

— Reginald zapytał go o to — odrzekła pani Blake. — Tamten człowiek odpowiedział, że on i jego gang wprowadzili się do okolicznych domów po tym, jak poprzedni ich mieszkańcy „wynieśli się gdzie pieprz rośnie”. Pan Szóstka-Szóstka-Szóstka rozzłościł się bardzo, gdy Reginald pokazał mu nagrania wideo, dokonane, kiedy gang napadł na Shaker Heights przed miesiącem.

— Najbardziej przeraziło mnie to, że wcale nie obchodził go los tych wszystkich ludzi, którzy przecież zostali wyrzuceni silą ze swoich domów — oburzyła się kobieta.

— A dlaczego ja miałabym się o nich troszczyć? — W głosie pani Blake zabrzmiała nagana. — Są białymi, bogatymi ludźmi. Zamieszkają z pewnością gdzieś u innych bogatych ludzi.

Powiodła spojrzeniem po twarzach innych kobiet.

— Może jednak pomysł Niemców nie jest najgorszy — dodała. — Ich władze nawet nie usiłują troszczyć się o imigrantów, którzy nie chcą lub nie mogą znaleźć sobie pracy. Wsadzają ich do pociągów i wywożą do rodzinnych krajów, do Egiptu, do Turcji czy dokądkolwiek… My byśmy tego nigdy nie zrobili. My, Anglicy, jesteśmy na to zbyt cywilizowani.



41 из 258