— Drogie panie — odezwała się Beatrice, korzystając z chwilowej przerwy w rozmowie. — Jak powiedziałyśmy sobie wcześniej, istoty ludzkie są najbardziej skomplikowane ze wszystkich stworzeń, zdobię do nieprzewidywalnych czynów. Agresja i wrogość pojawiają się zawsze tam, gdzie żyją osobnicy, którym ciągle odmawiano podstawowych środków egzystencji. W swoim

Wielkanocnym kazaniu nad brzegiem jeziora Bolsena święty Michał powiedział, że ostateczna ewolucja nie zacznie się, dopóki każdemu człowiekowi nie zapewni się żywności i miłości, dachu nad głową i odzienia, opieki lekarskiej i odpowiedniego wykształcenia. My staramy się to wszystko zapewnić.

— Siostro — wtrąciła się pani Blake. — Podziwiam to wszystko, czemu poświęciłaś życie. Muszę jednak oświadczyć, że czasem ty i twoje towarzyszki jesteście beznadziejnie naiwne. Złoczyńcy tacy jak Szóstka-Szóstka-Szóstka nie będą słuchali twojego nabożnego szwargotu nawet przez chwilę… Mój mąż i ja wspieramy finansowo waszą pracę nie dlatego, że wierzymy, iż jesteśmy częścią boskiego planu ani ostatecznej ewolucji czy czymkolwiek jest to, co tak nazywasz, ale tylko dlatego, iż nie chcemy, żeby nasze okolice nawiedziły armie głodnych, zrozpaczonych ludzi pod przywództwem uzbrojonych po zęby zbirów.

Oczy wszystkich skierowały się na Beatrice, by przekonać się, jak zareaguje na wybuch pani Blake. Nawet pani Washburn przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć. Zakonnica zbliżyła się do pani Blake.

— Dziękuję ci, że zechciałaś podzielić się ze mną swoimi uczuciami — powiedziała, bez mrugnięcia powieką wpatrując się w twarz starszej od niej kobiety. — Dobrze wiem, jak łatwo, zwłaszcza w tych ciężkich, bolesnych czasach, na chwilę stracić wiarę w Boga i w innych ludzi.

Wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła dłonią ramienia pani Blake.

— Moja głęboka wiara nie pomoże przywrócić ci twojej — oznajmiła.



42 из 258