Vivien często słyszała, jak Beatrice wygłasza tę mowę, i wiedziała, że przemówienie niedługo dobiegnie końca. Wpadła w panikę. Wciąż nie mogła się skupić nad tym, co powinna powiedzieć.

Nagle Beatrice popatrzyła na nią. Vivien nawet nie usłyszała, w której chwili opiekunka wypowiedziała jej imię. Niepewna, powoli przeszła parę kroków i zatrzymała się w kręgu światła na środku kortu.

Myślała trochę wcześniej o kilku mądrych zdaniach, od których mogłaby zacząć swoją wypowiedź, ale kiedy jej palce sięgały po mikrofon, nie mogła sobie tych zdań przypomnieć. Szukając wsparcia, spojrzała w prawo i w lewo. Beatrice uśmiechnęła się do niej i chcąc ją zachęcić, kilka razy kiwnęła lekko głową.

— Cześć — odezwała się w końcu Vivien, ale dobiegające z głośników echo tego słowa sprawiło, że zdenerwowała się jeszcze bardziej. — Jestem siostra Vivien… Chciałabym złożyć osobiste oświadczenie.

Zamarła. Nie wiedziała, co ma więcej powiedzieć. Obawiała się, że za chwilę może zemdleć. Rozpaczliwie sięgnęła znów po mikrofon i ścisnęła go z całej siły.

— Czuję się naprawdę przerażona — wyznała. — Zanim dojdę do siebie, może minąć całkiem dużo czasu… Cofnęła się o krok i głęboko odetchnęła.

— Mam dwadzieścia dziewięć lat — usłyszała, jak zaczyna w kilka chwil później. — Dopóki nie ukończyłam siedmiu, mieszkałam z rodzicami i młodszym bratem w hrabstwie Essex. Później przeprowadziliśmy się do Londynu. — Znów przerwała na krótką chwilę. — Mój ojciec był bankierem, a poza tym zarządzał naszą rodzinną posiadłością. Był zaprzysiężonym kawalerem, dopóki podczas jakiegoś niedzielnego wypadu do Londynu nie spotkał mojej przyszłej matki. Liczył sobie wówczas prawie czterdzieści lat.

Poczuła, że zaczyna jej iść trochę łatwiej. Popatrzyła na Beatrice i wyobraziła sobie, że prowadzi prywatną rozmowę ze swoją opiekunką.



50 из 258