— Moja matka była piosenkarką w kabarecie. Miała prawie dwadzieścia lat mniej od ojca. Urodziła się na Jamajce. Poza tym była Murzynką, jak zapewne zorientowaliście się, widząc kolor mojej skóry.

Miałam fantastyczne, szczęśliwe dzieciństwo, choć przyznaję, że w tamtych czasach niezupełnie zdawałam sobie z tego sprawę. Rodzice kochali mojego brata i mnie, a siebie nawzajem wręcz ubóstwiali. Rozpieszczali i brata, i mnie, ale mnie chyba bardziej. Nie przypominam sobie, żeby nie kupili mi czegoś, o co poprosiłam.

Kiedy sięgam pamięcią do tych lat, widzę teraz, że byłam bardzo samolubną młodą kobietą, którą obchodziło wyłącznie własne życie. Zostałam przyjęta na uniwersytet w Essex, ale w czasie studiów nie bardzo przykładałam się do nauki. Mniej więcej w tym czasie zaczęłam dostrzegać mężczyzn, ale co bardziej istotne, mężczyźni zaczęli zauważać mnie. Jak możecie sobie wyobrazić, byłam w Essex kimś w rodzaju egzotycznego zwierzęcia.

Vivien nie spodobało się brzmienie ostatniego zdania, ale postarała się o tym zapomnieć i mówiła dalej:

— Kiedy po ukończeniu studiów przeprowadziłam się do Londynu, podjęłam pracę w agencji świadczącej usługi dla ludności. Pracowałam jako sekretarka i księgowa; wykonywałam też różne inne drobne prace. Sama zdecydowałam, że będę tam pracowała na ogół nie więcej niż trzy czy cztery dni w tygodniu. To było jeszcze przed kryzysem, kiedy o pracę było bardzo łatwo.

Kochałam Londyn, a zwłaszcza jego nocne życie. Wiele czasu spędzałam w lokalach, piłam zbyt dużo, kochałam się z różnymi mężczyznami, eksperymentowałam z narkotykami i wydawałam na biżuterię i stroje wszystkie pieniądze, jakie miałam na koncie. Kiedy kryzys gospodarczy dotknął Londyn, zostałam bez grosza i nie miałam czym spłacić swoich długów. Zaczęli nachodzić mnie komornicy. Możliwe, że powinnam wtedy poprosić rodziców o wsparcie, ale byłam na to zbyt dumna. Jedna z moich koleżanek, mających także kłopoty finansowe, skontaktowała mnie z kobietą prowadzącą agencję towarzyską.



51 из 258