
Vivien na chwilę znów cofnęła się od mikrofonu i postarała się zebrać myśli.
— Przez następne trzy lata byłam luksusową prostytutką, chociaż wówczas nie przyszło mi do głowy, żeby myśleć o sobie w ten sposób. Pieniędzy miałam w bród, praca nie była ciężka, tak więc mogłam spłacić dłużników co do pensa. Ale przez większość czasu czułam się bardzo przygnębiona.
Zaczęłam odwiedzać psychologa, starałam się też spędzać więcej czasu z rodzicami. Próbowałam też chodzić do kościoła… Żadna z tych rzeczy nie poprawiła mi samopoczucia. Właśnie wtedy naszła mnie myśl o wstąpieniu do zakonu świętego Michała. Mimo to wahałam się przez cztery miesiące, czytając w tym czasie wszystko na ten temat o świętym. Chodziłam na seminaria i odczyty, organizowane przez zakon. Wciąż jednak pracowałam jako dziewczyna do towarzystwa i nie przestałam wieść życia londyńskiej utracjuszki.
Chcecie wiedzieć, dlaczego zdecydowałam się w końcu wstąpić? Muszę przyznać, że niełatwo mi odpowiedzieć na to pytanie. Jestem pewna, że powodów było wiele, ale tym, który zapamiętałam najlepiej, była rozpaczliwa chęć pojednania się ze sobą. Możliwe, że myślałam, iż służenie bliźnim pozwoli mi wypełnić tę straszną pustkę, którą czułam.
Lubię teraz siebie o wiele bardziej i czuję, że moje życie nabrało jakiegoś sensu. Niemniej, kiedy stoję przed wami, pamiętam, że dotychczas nie potrafiłam publicznie wyznać, iż postanawiam poświęcić zakonowi resztę życia. Dlaczego? Nie wiem tego, nie jestem pewna. Obawiam się, że popełnię błąd. Wiem to… Ale błąd mogłabym popełnić także, gdybym tego nie zrobiła. Bez względu na to jednak, jaka będzie moja decyzja, mogę stwierdzić, że moje dotychczasowe doświadczenia w kontaktach z siostrami i braćmi z zakonu świętego Michała w sposób nieodwracalny zmieniły moje życie.
