W drodze do magazynu, w którym przechowywano meble, przedmioty gospodarstwa domowego i rzeczy osobiste przyszłych zakonników, Vivien natrafiła na przeszkodę. Brat Andrew nie widział zakonnicy, gdyż stała trochę z boku, poza zasięgiem światła, a on sam zajęty był ustawianiem samochodów i wydawaniem poleceń dwojgu praktykantom.

— Jeszcze te dwa i powinno wystarczyć — odezwał się do młodzieńca w dżinsach, który wysiadł przed chwilą z auta. Pozostawił je obok stu kilkudziesięciu innych wozów zajmujących chwilowo niemal całą wolną przestrzeń między budynkiem dyrekcji a magazynami. Wszystkie zaparkowano na ogromnym trawniku w drugich rzędach, bok w bok, zderzak w zderzak. Po chwili z drugiego rzędu wyjechał jeszcze jeden samochód i zatrzymał się na wolnym miejscu w pobliżu Vivien.

— Och, bardzo przepraszam, siostro — powiedziała wymizerowana dziewczyna, która otworzyła przednie drzwi. — Nie wiedziałam, że tu jesteś.

Usłyszawszy uwagę dziewczyny, brat Andrew odwrócił się, ujrzał zakonnicę i podszedł do niej. Vivien się przedstawiła.

— Dziękuję ci za to, że zechciałaś wygłosić osobiste oświadczenie — odezwał się do niej. — Przypomniało mi ostatnie chwile mojego nowicjatu. Miałem także duże kłopoty z podjęciem ostatecznej decyzji.

Odwrócił się, gdy usłyszał, że wąską uliczką nadjeżdża kolejny pojazd.

— Uważaj! — krzyknął do siedzącego za kółkiem praktykanta. Nowa, luksusowa czterodrzwiowa limuzyna omal nie zawadziła zderzakiem o jeden z zaparkowanych wozów. — Powinniśmy dostać za niego trzydzieści tysięcy nowych funtów — rzekł do Vivien.

— Czy istnieje jakaś inna droga do magazynu jedenastego? — zapytała go, nie bardzo chcąc przedzierać się przez labirynt samochodów.

— Owszem — odrzekł brat Andrew. — Ale jeśli poczekasz minutę czy dwie, mogę cię tam zawieźć. To spory kawałek drogi.

Vivieit spojrzała na zegarek. Jej pociąg odjeżdżał z Wimbledon Station o dziewiętnastej dwadzieścia. Do spotkania z Beatrice w gabinecie brata Timothy'ego zostało jej mniej więcej pół godziny.



53 из 258