
— To tamten — krzyknął brat Andrew. — Przyprowadź go tutaj i zaparkuj obok tego zielonego kabrioletu!
Czarna japońska limuzyna, cztero — lub pięcioletnia, wyjechała ze swojego miejsca i zaczęła sunąć w ich stronę, zatrzymując się w końcu o jakieś dwadzieścia metrów od brata Andrewa i Vivien.
— To te dwa — odezwał się Andrew do młodzieńca, wskazując mu dwa nowe samochody. — Przedtem jednak zechciej razem z siostrą Edith ustawić wszystkie wozy na tych samych miejscach, na których stały… chociaż w przybliżeniu.
Brat Andrew skinął na Vivien, by usiadła obok niego w limuzynie.
— Obu ich właścicieli przyjęto dzisiaj do zakonu — wyjaśnił, kiedy Vivien wsiadła i ruszyli. — Jednego w Leeds, a drugiego w Yorku. Musimy je wymyć i przygotować do sprzedaży, żeby mogły stanąć na parkingu jutro rano przed dwunastą.
Skręcił w ciemną aleję, po której obu stronach stały wysokie domy.
— Zanim zostałem zakonnikiem, nigdy nie przypuszczałem, że stanę się sprzedawcą używanych samochodów — oświadczył brat Andrew, a potem głośno się roześmiał. — Bóg ma czasem wobec nas bardzo dziwne plany.
Vivien podziękowała mu za podwiezienie i wysiadła z samochodu. Magazyn jedenasty kiedyś był parą zbudowanych obok siebie kortów tenisowych, znajdujących się na peryferiach kompleksu w Wimbledonie. Zakon świętego Michała po prostu przykrył oba korty dachem i w powstałej w ten sposób hali urządził wielki magazyn.
Vivien umieściła w czytniku swoją kartę identyfikacyjną, a później, ponaglona przez urządzenie, wystukała na klawiaturze sześciocyfrowy numer kodu, który podał jej brat Terry. Usłyszawszy szczęk zamka, otworzyła drzwi, weszła i znalazła się w ciemnościach. Przesunęła palcami po ścianie obok drzwi i znalazła włącznik oświetlenia.
Kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do jasności, zaczęła szukać na ścianach i na suficie numerów, które także przekazał jej brat Terry. Gdy szła tam, gdzie złożono jej osobiste rzeczy, jej ruchy były śledzone przez kamery zainstalowane pod dachem.
