
Przeszła kilka kroków i usiadła na jednym z biało-czarnych krzeseł, jakie kiedyś kupiła do salonu. Powiodła spojrzeniem po wszystkich sprzętach zdobiących kiedyś jej mieszkanie. Poczuła, jak zaczyna ogarniać ją dziwny smutek. Uczucie to przybrało jeszcze na sile, kiedy wstała i powoli zaczęła obchodzić meble, dotykając każdego czubkami palców albo dłonią.
W końcu znów zatrzymała się przy szafie i wyciągnęła szufladę. W leżących tam plastikowych torebkach znajdowała się jej biżuteria, po dwa albo trzy przedmioty w każdej. Wszystkie torebki były oznaczone tym samym numerem identyfikacyjnym. Z jednej z nich wyjęła lazurowy brazylijski naszyjnik i stanowiące z nim komplet kolczyki, które podarował jej kiedyś przyjaciel, Ernest, jako prezent na dwudzieste piąte urodziny. Ponownie przejrzała się w lustrze, tym razem trzymając przy uszach kołyszące się małe wisiorki.
W innej torebce znalazła złotą zapalniczkę z wygrawerowaną na odwrocie fantazyjną literą „V”. Jakże uwielbiała kiedyś ten drobiazg! Pstryknęła nią kilka razy, trochę z przyzwyczajenia, a trochę z chęci przekonania się, czy jeszcze działa. Bardzo dobrze pamiętała amerykańskiego przedsiębiorcę, od którego ją dostała. Wtedy dopiero dwa miesiące pracowała jako dziewczyna do towarzystwa i spędziła z nim długi weekend w Brighton. Cliff powiedział wówczas, że z jej klasą nie powinna posługiwać się jednorazówkami. Vivien była zdumiona i uszczęśliwiona, kiedy dał jej napiwek w wysokości trzystu funtów.
Poczuła, że nie potrafi znieść tych wszystkich wspomnień, tych żywych obrazów wypełniających kolejno jej umysł. Miała uczucie, jakby pływała samotnie w małej łódce po bezkresnym morzu. Odwróciła się tyłem do swoich mebli i przeszła przez magazyn, wróciła do wejścia. Nie domykając drzwi, zatrzymała się tuż za nimi i głęboko odetchnąwszy świeżym, chłodnym wieczornym powietrzem, przypaliła papierosa swoją ulubioną zapalniczką.
