Za szybą rozciągał się wypalony słońcem i opustoszały krajobraz północnej Kalifornii. Wzgórza były ogołocone z zieleni. Jechała już od czterech godzin i uświadomiła sobie, że jak najszybciej musi się zatrzymać albo pęcherz jej pęknie od piwa, które popijała przez całą drogę od Sonomy. Zimna butelka coorsa wciśnięta pomiędzy nagie nogi chłodziła jej skórę i moczyła rąbek szortów. Przewożenie otwartych pojemników z alkoholem było zabronione, podobnie jak picie przed jazdą i w trakcie kierowania samochodem. Cóż, jeśli już o tym mowa, to prawie wszystkie przyjemności są albo zabroniona albo niemoralne. Tak naprawdę Tessę to niewiele obchodziło. Przynajmniej teraz, kiedy na wezwanie ojca wracała nad jezioro Arrowhead.

Po plecach przebiegł jej zimny dreszcz.

– Sukinsyn – mruknęła, gdy radio zaczęło trzeszczeć i piszczeć.

Przełączała kolejno stacje i wciąż słyszała tylko brzęczenie. Kaniony były strome, stacje odległe. Nie miała wyboru, musiała słuchać swoich starych, wysłużonych kaset. Przejrzała nagrania leżące w otwartej skrzynce i zdecydowała się na Janis Joplin. Ta kobieta od lat nie żyje, odeszła z tego świata – nieważne, czy do nieba, czy przeciwnie – na długo przedtem zanim Tessa w ogóle zaczęła interesować się jakąkolwiek muzyką. Jednak ostry rock i ponury, silny, ochrypły głos Joplin głęboko poruszył czułą strunę Tessy. Janis śpiewała tak, jak gdyby wiedziała, co to ból – taka prawdziwa, przeszywająca do szpiku kości agonia, jaką Tessa przeżywała na co dzień.

Muzyka otwierała stare rany.

Tessa pociągnęła potężnie z butelki i sięgnęła do torebki z frędzlami po paczkę papierosów.

Take a, Take another little piece of my heart now, darlin’ Brake a, Brake another…[Weź sobie jeszcze trochę mojego serca, kochanie. Złam jeszcze trochę…]

Właśnie, pomyślała. Złam kolejny kawałek mojego serca. Czyż nie to robili wszyscy mężczyźni jej życia? Wcisnęła do ust papierosa i sięgnęła po zapalniczkę.



23 из 359