
Zapalniczka buchnęła płomykiem i Tessa zapaliła papierosa. Z jej nozdrzy wydobyły się spiralne wstęgi dymu, które porwał silny wiatr rozpędzony przez mknącego po szosie mustanga.
Didn’t I make you feel…[Czy nie sprawiłam, że czułeś…]
Janis wciąż zawodziła jękliwie, a Tessa opróżniła butelkę piwa i wyrzuciła ją przez okno. Dźwięk tłuczonego szkła zagłuszył warkot silnika. Głos Joplin był już ledwie słyszalny.
Tessa, jednym palcem poprawiając na nosie okulary przeciwsłoneczne, a kolanem przytrzymując kierownicę, przewijała kasetę, żeby usłyszeć jeszcze raz ulubioną piosenkę. Przygotowywała się do bitwy. Za niecałe sześć godzin będzie musiała się spotkać twarzą w twarz ze swoją rodziną, której nie widziała od wielu lat. Poczuła skurcz w żołądku. Kiedy Dutch zadzwonił do niej, przyrzekł, że nad jeziorem Arrowhead będą już na nią czekały obie siostry.
– Gbur! – mruknęła, wypluwając niedopałek papierosa za okno. Claire i Miranda. Romantyczka i księżniczka. Tessa zobaczy obie siostry jednocześnie po raz pierwszy, od kiedy skulone, drżące i przemoczone przysięgały, że nigdy nie wyjawią tego, co się ukryło tej nocy w mrocznych głębinach jeziora.
Drżąc, sięgnęła ręką na tylne siedzenie, otwarła wieczko lodówki i ścisnęła palcami kolejną butelkę coorsa, tkwiącą w paczkowanym lodzie. Ale rozmyśliła się, postanowiła, że nie będzie pić więcej alkoholu. Niedługo dojedzie do granicy. Pora wytrzeźwieć. Kiedy znów rozległ się głos Joplin, doszła do wniosku, że najwyższy czas wysłuchać innej muzyki, przeklętej, nagranej wiele lat temu i nieustannie dźwięczącej w głowie.
