Ale to było dawno temu, kiedy życie – choć ubogie – było proste dla ośmio – czy dziewięciolatka. To wtedy zdarzył się wypadek ojca i ich niewesoła sytuacja jeszcze się pogorszyła.

Nie było większego sensu zagłębiać się w przeszłość, więc Kane machnął ręką na stare żale i ból biodra. Znalazł pożółkłą gazetę z 1980 roku ze zdjęciami Jimmy’ego Cartera i Góry Świętej Heleny wystrzelającej w niebo obłok popiołu. Znów poczuł się tak jak wówczas, gdy był nieopierzonym, buntowniczym nastolatkiem, niesfornym jak wszyscy diabli, płonącym żądzą silniejszych doznań oraz potrzebą zasmakowania lepszych rzeczy niż te, na które skazał go los. Pragnął dorównać Hollandom i Taggertom – najbogatszym rodzinom nad jeziorem, elicie zarówno tego małego miasteczka na wybrzeżu, jak i odległego o jakieś pięćdziesiąt kilometrów na wschód Portland.

I pragnął Claire. Do szaleństwa. Rozsadzała go młodzieńcza, nieokiełznana żądza, która znajdowała ujście w odważnych fantazjach. Jakże boleśnie nieosiągalna była wówczas Claire – bogata córka Dutcha Hollanda.

Zgniótł w pięści starą gazetę. Przypomniał sobie, ile razy nie mógł zasnąć przez tę dziewczynę. Leżąc, obmyślał plany zdobycia jej. Żadnego z nich nie udało się urzeczywistnić i pozostawała po nich tylko frustracja, której wyrazem były kropelki potu na górnej wardze i sztywny maszt pod kołdrą.

Nie chciał myśleć o Claire. Ona by tylko wszystko skomplikowała, a zresztą i tak nigdy nie byłby wystarczająco dobry dla niej.

Nie. Jej marzenia z okresu dorastania skupiły się na Harleyu Taggercie, synu największego rywala jej ojca. Z wyjątkiem tego jednego razu. Jednego magicznego poranka.

– Do licha! – jęknął, usiłując otrząsnąć się ze wspomnień o niej. Pomimo deszczu otworzył okna na oścież. Silny powiew wilgotnego wiatru pachniał Pacyfikiem. Miał nadzieję, że może zimny podmuch wy wieje nieutuloną rozpacz i utracone nadzieje, które niby wszędobylskie pajęczyny przywarły do wyblakłych zasłon i zniszczonych, tanich mebli.



3 из 359