Miał na sobie garnitur z krawatem, wykrochmaloną koszulę i wypolerowane na błysk buty. Nie zadał sobie trudu, żeby wstać. Odpoczywał w pozycji półleżącej, w ręku trzymając szklaneczkę. Na stoliku przy jego fotelu leżała otwarta gazeta. Wszystkie meble, przez wiele lat zakryte pokrowcami, były już odsłonięte. Nawet fortepian, przy którym pobierała lekcje muzyki, został ustawiony w rogu, jak gdyby ktoś oczekiwał, że za chwilę utalentowane palce przemkną po klawiszach, znowu napełniając dom muzyką.

– Miranda. – Głos Dutcha był chropowaty i trochę się łamał. – Wyglądasz jak…

– Wiem, wiem. – Wysiliła się na uśmiech. – Z każdym dniem staję się coraz bardziej podobna do mamy.

– Ona była, i jak przypuszczam, ciągle jest, piękną kobietą.

– Czy mam to uznać za komplement? – spytała, zastanawiając się, czego on naprawdę od niej chce po tak długiej rozłące. Bardzo rzadko się z nim kontaktowała.

– Owszem. – Miał poważne spojrzenie, ale ożywił się trochę, wskazując ręką jedno z krzeseł z wysokim oparciem. – Zawsze byłaś obowiązkowa. Nalej sobie i usiądź.

Nie tak łatwo jej było poczuć się swobodnie.

– Obowiązkowa? – Rzuciła płaszcz na oparcie kanapy. – O co w tym wszystkim chodzi? – Skrzyżowała ręce na piersiach, żeby wyglądać na prawniczkę i osobę rzeczową, nie na zagubioną dwunastolatkę, która przypadkiem słyszała okropne kłótnie między rodzicami. Zastanawiała się, dlaczego jej nie onieśmielali ci wszyscy groźni sędziowie, służalczy obrońcy czy twardzi kryminaliści. Tylko jeden człowiek na świecie potrafił zachwiać jej pewnością siebie – ojciec. Całe życie Miranda bezskutecznie próbowała go zadowolić. Dopiero ostatnio przestała walić głową w mur w oczekiwaniu na jego aprobatę. Dopiero w ciągu ostatnich kilku lat wreszcie zdołała zaakceptować siebie jako osobę, niezależnie od opinii ojca. Już nie próbowała tworzyć własnego wizerunku dla jego oczu.

A mimo to stawiła się na jego wezwanie. Była naprawdę zdenerwowana.



32 из 359