
– Muszę z wami porozmawiać, dziewczęta.
– Dziewczęta? Liczba mnoga? – Uniosła brew. To coś nowego. Coś niepokojącego.
– Claire i Tessa niedługo tu będą.
– Dlaczego? Co się dzieje? – Poczucie winy ścisnęło jej serce. A jeśli on umiera? Walczy z chorobą? Ale patrząc na krzepkiego mężczyznę siedzącego w fotelu koloru byczej krwi, przestała się niepokoić. Twarz miał opaloną, a błękitne oczy były przejrzyste jak czerwcowe niebo o poranku. Patrzyły na nią znad okularów, które wisiały na koniuszku nosa. Włosy, jak zwykle gęste i szorstkie, nie były już brązowe, lecz obsypane srebrem, a na skroniach wręcz białe. Pomijając nieco za duży obwód pasa, wyglądał na zdrowego. Jak zawsze. I jak zawsze wydawał się niewiarygodny.
Rozległ się warkot dwóch samochodów naraz. Żwir zachrzęścił pod kołami. Drzwi trzasnęły unisono. Dutch sztucznie się uśmiechnął.
– Twoje siostry.
Miał rację. Słychać było stąpanie obcasów i pomruk przyciszonych głosów. Siostry Mirandy weszły do domu, a wkrótce przekroczyły próg salonu. Claire o rudych, grzecznie zaczesanych włosach, smukła i wiotka, w dżinsach i bawełnianym swetrze, wyglądała na zaniepokojoną. Była chyba jeszcze szczuplejsza niż zwykle. Tessa, najmłodsza i zwykle najśmielsza, szerokim uśmiechem demonstrowała pewność siebie. Jej potargane blond włosy były podcięte nieco poniżej uszu i miały rozjaśnione słońcem pasemka. Tiulowa, wielowarstwowa sukienka w kolorze ciemnofioletowym była na tyle przezroczysta, że w pełnym świetle odsłaniała całe nogi. Zamszowe trzewiczki zdobione paciorkami sięgały do połowy łydki.
– Randa! – Twarz Claire wyrażała ulgę, a szeroki uśmiech Tessy nagle nieco przygasł.
– Co się dzieje? – szeptem spytała Claire, ściskając siostry.
– Nie wiem – mruknęła Miranda.
Claire była tak zdenerwowana, że ostatnio nic nie mogła przełknąć i teraz masowała ramiona, dygocząc z zimna. Kilka ostatnich dni było dla niej torturą. Martwiła się o Seana i Samanthę, których umieściła w malutkim pokoju w motelu, w miasteczku jeszcze mniejszym niż to, w którym mieszkali w Kolorado. Spojrzała na zegarek i prosiła Boga, żeby to, co Dutch zaplanował, nie zajęło zbyt wiele czasu.
