Na twarzy Dutcha malowało się zniecierpliwienie.

– Tesso, jak możesz mówić, że ten dom przyprawia cię o dreszcze? Przecież tu się wychowałaś!

– Nie przypominaj mi o tym. – Opadła na sofę, upuściła na kolana dużą skórzaną torbę i poprosiła o papierosy.

– Jeśli nie będziecie teraz piły ani jadły, to usiądźcie. – Dutch wskazał krzesła pozostałym dwóm córkom. Claire przypomniała sobie, że nie jest już dziesięcioletnią dziewczynką słuchającą wykładu. Jest w pełni dorosłą osobą, kobietą, która ma własne życie, nieważne, że chwilowo nad nim nie panuje. – Prawdopodobnie chciałybyście wiedzieć, dlaczego was tu wszystkie wezwałem.

– Nie ja. Ja wiem dlaczego. – Tessa wyjęła papierosa z paczki i zapaliła go. Z kącika jej ust wydobyła się smuga dymu. – To jest swego rodzaju pokaz władzy. – Rozsiadła się wygodnie na kanapie, obejmując ramieniem miękkie oparcie. – U ciebie wszystko wokół tego się kręci.

Claire skuliła się w sobie. Dlaczego Tessa zawsze wszczyna bitwę? Od urodzenia sprzeciwiała się rodzicom. Czy nie zauważyła czerwonej pręgi na szyi ojca, która płynie w górę i rozpala policzki. Czy nie przeszkadza jej jego gromiące spojrzenie?

– Możliwe, Tesso, że tym razem masz rację – stwierdził, ukazując zęby w dobrze wyćwiczonym uśmiechu. Ten sam uśmiech Claire w dzieciństwie widywała na jego twarzy, kiedy podchodził do matki i opowiadał jej o tym, jak idą interesy: o projekcie, który z pewnością przyniesie milionowe zyski, o inwestycji, która sprawi, że temu draniowi Taggertowi skrzydła opadną. Dutch upił łyk ze swego kieliszka. – Poproszono mnie o to, bym kandydował w wyborach na gubernatora na nadchodzącą kadencję.

Wiadomość wsiąkła w ściany.

Zapadła cisza.

Pod sufitem unosił się dym z papierosa Tessy, chwilowo zapomnianego.

Claire z trudem chwytała oddech. Wybory? Sztab wyborczy, reporterzy, wyborcy w każdej chwili podglądający życie Dutcha, jego córek? Wyczekujący jakiejś sensacji, powodu do plotek? Nie. Nie teraz…



35 из 359