
Owszem, O’Mara zastanawiał się czasem nad swoim wiekiem i wiedział, że nadejdzie kiedyś ten przykry dzień, kiedy będzie musiał odejść na emeryturę i porzucić pracę w Szpitalu, który pomagał stworzyć i który był całym jego życiem. Trafił tu jako wyjątkowo silny i sprawny dwudziestoparolatek i przez cały ten czas cieszył się całkiem dobrym zdrowiem. Aż do teraz. Stary Thornnastor, który wedle tralthańskiej miary życia sam był już wiekowy, oraz Conway co rusz upominali go, aby zwolnił trochę i nie przeciążał się pracą.
Gurronsevas nie napomknął o tym ani słowem, ale musiał zmienić nieco sposób przyprawiania tego, co dostarczał naczelnemu psychologowi, aby ukryć smak kilku środków wspomagających dodawanych codziennie do jego menu.
O’Mara odkładał właśnie puste, a w zasadzie nawet wylizane talerze do podajnika, gdy na jego konsoli odezwał się brzęczyk.
— Tak?
— Przyszedł starszy lekarz Cresk-Sar — powiedziała niskim głosem Sommaradvanka Cha Thrat. — Czy może wejść?
— Tak — powtórzył O’Mara.
Cresk-Sar otworzył drzwi i wkroczył energicznie do środka. Przypominał nadaktywnego pluszowego misia. Miał ledwie metr wzrostu, a jego oczy kryły się za kudłami gęstej sierści, która siwiała lekko na uszach i wkoło ust. Jeszcze dłuższe i także siwawe włosy sterczały spod pasów osobistej uprzęży z wyposażeniem. Wszyscy się starzejemy, pomyślał ze smutkiem O’Mara. Nidiański starszy wykładowca Szpitala był częstym gościem w gabinecie naczelnego psychologa, ale szczęśliwie zjawiał się tu jedynie z problemami swoich studentów.
O’Mara wywołał na ekran ostatni raport o stażystach i wskazał na siedzisko, które zostało wprawdzie zaprojektowane dla Melfian, jednak nadawało się dla każdej istoty o krótkich nogach, o ile nie miała korzystać z niego zbyt długo. Była to zakamuflowana zachęta do streszczania się.
