— Obecna grupa stażystów wydaje się wcieleniem przeciętności — powiedział O’Mara, odwracając się od ekranu. — Mamy tu zwykłą dawkę obaw związanych z nadchodzącymi egzaminami, nieco lęków zawodowych przed pierwszym spotkaniem z obcym pacjentem. No i oczywiście przekonanie, że nigdy nie da się zrozumieć procesu myślowego kolegów po fachu wywodzących się z innych gatunków. To ostatnie jest oczywiście prawdą, chociaż nie powstrzymuje pana ani żadnego innego lekarza przed wykonywaniem swojej pracy. I jest jeszcze jeden, Thralthańczyk, którego nawiedzają przerażające sny dotyczące molestowania seksualnego i kontaktów seksualnych z przedstawicielami innych gatunków. Zastanawia mnie, czego może w tym kontekście obawiać się masywna, sześcionoga istota o wadze słonia, zwłaszcza ze strony Kelgian, Melfian, Nidiańczyków czy ziemskich kobiet. W tym towarzystwie nikt nie dochodzi nawet do jednej czwartej masy jego ciała.

Cresk-Sar wydał szczekliwy dźwięk, którego autotranslator nie przetłumaczył, jako że był to odpowiednik śmiechu.

— Jak dobrze wiemy, masa mięśni nie decyduje o wrażliwości emocjonalnej.

O’Mara też dobrze to wiedział, ale od lat starał się ukrywać własną wrażliwość na jakiekolwiek emocje.

— Nie oczekuję w tej grupie poważniejszych problemów emocjonalnych — rzucił zirytowany poruszeniem kwestii, którą wolałby omijać. — Chyba że ma pan w tej sprawie inne zdanie, starszy lekarzu?

— Owszem — odparł Cresk-Sar, wiercąc się na brzegu melfiańskiego siedziska. — To znaczy niedokładnie. Chodzi o mój problem.

O’Mara patrzył na niego przez dłuższą chwilę w milczeniu. Gęste futro uniemożliwiało odczytanie wyrazu twarzy misiowatego, niemniej niespokojne oczy i jednoznaczna mowa ciała zdradzały napięcie i zdenerwowanie.

— Proszę mówić, Cresk-Sar. Bez pośpiechu — powiedział O’Mara łagodnym tonem.

Nikt, kto go znał, nie podejrzewałby nawet, że naczelny psycholog potrafi odezwać się w ten sposób.



12 из 253